24 października 1929 roku - tę datę wszyscy ekonomiści znają bardzo dobrze. Ten dzień w historii zapisał się pod tytułem "czarny czwartek". Wówczas kryzys, który zapoczątkowany został na nowojorskiej giełdzie, zahamował gospodarkę światową na parę lat. Teraz mamy małe déjà vu - kolejne kraje walczą z kryzysem, który wywołany został w USA. Czy recesja na światowych rynkach może wpłynąć na żużel?
Na pierwszy rzut oka - nie. W końcu na razie ofiarą kryzysu są banki, a kluby kredytów nie zaciągają (nawet na spłatę długów). Jeśli jednak zgłębimy temat bardzo dokładnie, to niektóre ośrodki żużlowe naprawdę mają się czego obawiać.
Najbardziej koloru czerwonego na giełdzie obawiać się mogą w Toruniu. Główny darczyńca "Aniołów" - Roman Karkosik swój majątek zawdzięcza przede wszystkim transakcjom giełdowym. Pod koniec 2007 roku majątek toruńskiego przedsiębiorcy szacowano na ok. 5,3 mld złotych (według tygodnika "Wprost"). Jednak solidne spadki na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie uszczupliły jego budżet. O jaką kwotę? Nie wiadomo. Jednak w Grodzie Kopernika już teraz dużo mówi się o tym, że Unibax od nowego sezonu może łożyć mniej pieniędzy na żużel. Do tej pory była to kwota ok. 2-3 mln złotych. Dla klubu może to oznaczać konieczność zaciągnięcia pasa. Tymczasem pragnący zostać w klubie Hans Andersen ma coraz wyższe żądania. Czy obie strony pogodzą swoje racje?
Kryzys, choć niekoniecznie związany z obecną sytuacją gospodarczą, może wybuchnąć w Częstochowie. Tamtejszy sponsor, firma Złomrex, tupnęła nóżkami. Kierownictwo firmy postawiło warunki miastu. Jeśli nie zostaną one spełnione, to główny akcjonariusz spółki (76% akcji) ograniczy swoją pomoc dla częstochowskiego żużla. Głównym warunkiem Złomreksu jest, by miasto w większy sposób zaczęło finansować "Lwy". Do tego kierownictwo firmy jest znużone "cichą" wojną na linii spółka Złomrex Włókniarz - stowarzyszenie CKM. Problem w tym, że na razie reakcji ze strony władz miasta nie widać. Dlatego też kibice pod Jasną Górą zastanawiają się czy w zespole pozostanie, mimo obowiązującego kontraktu, Nicki Pedersen.
Spore problemy będą mieli także działacze z Zielonej Góry oraz Rzeszowie. W obu tych ośrodkach żużlowych główni sponsorzy - odpowiednio firmy Kronopol i Marma Polskie Folie - zrezygnowali z dalszej współpracy. Co więcej, oba zespoły w nowym sezonie powinny mieć nowych prezesów. W Zielonej Górze ustąpić a Robert Dowhan, a na Podkarpaciu rezygnację już złożyła Marta Półtorak. Oba kluby są w znacznie innej sytuacji. Ekipa spod znaku "Myszki Miki" właśnie zdobyła medal DMP po 17 latach przerwy, z kolei "Żurawie" po trzyletniej przygodzie pożegnały się z najwyższą klasą rozgrywkową. O kryzysie wiedzą już także w Lesznie, gdzie prezes Józef Dworakowski szacuje, że sponsorzy mogą nawet o 30% zmniejszyć swoje wypłaty dla klubu. To jednak nie koniec. W Bydgoszczy euforia związana z awansem do CenterNet Mobile Speedway Ekstraligi skończyła się i działacze zaczęli myśleć o budżecie na nowy sezon. Spotkał ich spory zawód... Okazało się, że firmy nie chcą większych kwot przeznaczyć speedway. W związku z tym nie należy spodziewać się wielkich transferów nad Brdę.
A teraz najważniejsze. W ostatnich dniach wartość złotówki topnieje w oczach. Drożeje za to euro, funt i dolar, czyli waluty w których nasze kluby płacą masowo zatrudnionym obcokrajowcom. Czy kryzys gospodarczy sprawi, że polskie kluby z powrotem zapałają miłością do rodzimych zawodników?
Idealnego rozwiązania tej sytuacji nie widać. Trudno oczekiwać, by zawodnicy nagle z dnia na dzień tak obniżyli swoje żądania, że kluby będą w stanie je spełnić, nie martwiąc się o stan konta. W końcu to przez ostatnie lata właśnie działacze "rozpieścili" żużlowców, którzy teraz wychodzą z założenia, że te ogromne kwoty im się należą. Co więcej, podbijanie stawek będzie nadal trwało. W końcu są na rynku kluby, które potrzebują wzmocnień - Wrocław, Gorzów, Gdańsk. Tymczasem na rynku jest bardzo mało zawodników, którzy w CenterNet Mobile Speedway Ekstralidze gwarantowaliby solidne zdobycze punktowe.
Można by wprowadzić rozwiązanie, nad którym właśnie debatują w Szwecji. O co chodzi? Działacze klubów Elitserien zaproponowali, by przez najbliższy rok w lidze nie obowiązywała zasada awansu i spadku. Tym samym zespoły nie byłyby zagrożone degradacją do Allsvenskan i mogłyby skonstruować skład odpowiedni do zasobów finansowych. Takie rozwiązanie ma jednak sporo minusów - zabija ducha sportu, w składach pojawią się nieopierzeni zawodnicy.
Jak widać, w takiej sytuacji trudno znaleźć "złoty środek". Jest to jednak odpowiedni moment do wykazania się polskich władz speedwaya, bo bezczynność i po raz kolejny pozostawienie sytuacji samej sobie może sprawić, że niektóre osoby obudzą się z ręką w nocniku. Tym bardziej, że pierwszy "wielki kryzys" trwał cztery lata.