W regulaminie żużlowym ciąg dalszych zmian. Tym razem Główna Komisja Sportu Żużlowego wzięła się za pierwszą i drugą ligę. Po pomyśle wprowadzeniem dmuchanych band na salony pierwszo- i drugoligowe teraz przyszła kolej na… sztuczne oświetlenie. Co do idei wprowadzenia band pneumatycznych, która okazała się trafna i pewnie nieraz pomogła w ocaleniu zdrowia niejednego zawodnika, pomysł ze sztucznym oświetleniem może wydawać się dziwny.
Nie jest to żadną tajemnicą przecież, że kluby występujące w niższej klasie rozgrywkowej borykają się z kłopotami finansowymi. Tym samym nakładanie takich wymogów na kluby może wydawać się zabójcze. Można spojrzeć chociażby na przykład niedaleko położonego od Leszna - Rawicza. Rawickie „Niedźwiadki” mają problemy z wypłacaniem na czas należności dla zawodników po każdym meczu. Przez cały sezon próbują związać koniec z końcem. Do tego w nowym sezonie dojdą również podróże na spotkania ligowe do dalekiej Ukrainy czy też Węgier. Dodatkowe koszty dla tego klubu mogłyby się stać zabójcze.
Przecież pojedynki pomiędzy drużynami mogłyby z powodzeniem dalej być rozgrywane podczas dnia, niekoniecznie wieczorem. Nikt na tych stadionach nagle nie będzie organizować imprez rangi światowej - typu Grand Prix czy Drużynowego Pucharu Świata. Z całą pewnością te pieniądze mogłyby zostać ulokowane w inny sposób. Wiele stadionów na swoich sektorach posiada w dalszym ciągu spróchniałe lub powyłamywane drewniane ławki.
Swoją drogą działacze Głównej Komisji Sportu Żużlowego mogliby pomyśleć również o jakimś sponsorze strategicznym, który wspomógłby owe kluby. Żużel w Polsce to nie tylko Ekstraliga, ale także inne klasy rozgrywkowe. Dzieje się jednak niestety inaczej. Pierwsza liga potrafi się jeszcze w jakiś sposób wybić, jednak o drugiej lidze niewielu już pamięta. Te małe kluby niekiedy umierają śmiercią naturalną. Taki los podzielił kluby Gwardii Warszawa, TŻ Lublin czy też Wandy Kraków. Brak środków finansowych jest równoznaczny niemożliwością startu w rozgrywkach.