...w 65. derbach Ziemi Lubuskiej. I tak też było, ale tylko do pierwszego wyścigu... Obie ekipy zapowiadały walkę o każdy centymetr toru. I słowa dotrzymały. Na pierwszych metrach tak właśnie było, później niestety (dla gorzowian oczywiście) niemal cały tor należał do gospodarzy, którzy rządzili w niedzielny wieczór przy ulicy Wrocławskiej.
Wielu moich znajomych z Gorzowa pojechało na owe wielkie wydarzenie. Jakże ogromne było ich zdziwienie, gdy się dowiedzieli, że ja się do Zielonej nie wybieram. O tym, że Stal szans na zwycięstwo nie ma byłem przekonany, więc postanowiłem oglądnąć zawody w telewizji. Niestety, tym razem wóz transmisyjny "nie nawalił" i mizerny spektakl zobaczyła cała Polska a nawet Europa i świat, bo jeśli ktoś ma odpowiedni sprzęt, to mógł oglądać spotkanie nawet w namiocie w Burkina Faso. W około słyszałem różne typowania. Osobiście stawiałem, że spotkanie zakończy się wynikiem 52:38 dla miejscowych. Potem sprawdziłem wyniki turnieju w Gnieźnie, gdzie znakomicie pojechał Rune Holta i pomyślałem, że może nie będzie tak źle. Jednak szybko zweryfikowałem myśli o pozytywnym wyniku - cztery punkty Tomasza Golloba upewniły mnie tylko, że zbliżenie się do 40 punktów w Zielonej Górze będzie niesamowicie trudnym zadaniem.
Odkąd obie ekipy są w ekstralidze, zielonogórzanom w trakcie sezonu wychodzą dwa mecze - te ze Stalą. W całej reszcie cieniują i przegrywają nawet z głównym kandydatem do spadku, czyli Bydgoszczą. Wiem, wiem - zdobyli medal w poprzednim sezonie. A gorzowianie podobnie jak w poprzednim roku, są ekipą swojego toru choć i tu pojawiają się wpadki takie jak z Częstochową czy zbliżająca się niedzielna porażka (?) z Toruniem. I pewnie skończy się 5-6 miejscem na zakończenie sezonu.
Medal Caelum Stali Gorzów chyba odjeżdża z każdym jednym wyścigiem. Choć oczywiście należy pamiętać, że wszystko rozegra się w fazie play-off, to jednak nie widzę Golloba i spółki na podium. Niestety, żeby tam wskoczyć, należy sprawiać czasem jakieś pozytywne niespodzianki, nie tylko przegrywając nad wyraz wysoko w Lesznie czy "u Myszy". Owszem, Leszno przegrało w Gdańsku, pomęczyło się z Wrocławiem, ale tam nie ma powodów do zmartwień, oni swój medal zdobędą.
Jak będzie w Gorzowie? Prezes Władysław Komarnicki już zapowiedział, że jeśli nie będzie podium, to on dziękuje za taką zabawę. Czy to już? Czy to teraz? Czy sympatyczny Pan Władysław będzie musiał dotrzymać słowa i opuścić gorzowski statek przed organizacją rundy Grand Prix, o którą przecież tak zabiega? Kibice mają nadzieję, że nie. Ale mają też dosyć porażek z Zieloną Górą. Porażek bardzo bolesnych, bo ciężko w tych meczach zbliżyć się do granicy czterdziestu punktów a co tu mówić o zwycięstwach? Generalnie zawody jak zawody. Mecz jak mecz. Ale chyba bardziej dla "Stalowców". Ci przyjeżdżają ze Szwecji, Słowenii czy innej Bydgoszczy odjeżdżają mecz i wracają na promy i lotniska. Oczywiście, ja rozumiem, że albo chce się wynik, albo wychowanków startujących gdzieś na zapleczu albo i jeszcze niżej. Nad Wartą wybrano to pierwsze. Wyłożono kasę i teraz trwa oczekiwanie na wynik. Wynik, który jakoś nie nadchodzi. Przyszedł wynik organizacyjny, ale sportowego jakoś nie widać a wiadomo, że najlepiej rozumie się wynik sportowy z organizacyjnym. W niedzielę to gospodarze byli lepsi i zasłużenie wygrali. Już za miesiąc rewanż. Czy będzie srogi? Pewnie nie. Zielonka być może nie odniesie po drodze kompletu zwycięstw, a kiedy zawita do Gorzowa nagle cieniujący Iversen zdobędzie 13 punktów, Zagar dzień wcześniej będzie miał zawody w Australii i wróci wykończony (Matej - to imię chyba ma coś z podróżnika - pamiętam tego drugiego - Ferjana. Ten też potrafi w ciągu siedmiu dni obskoczyć osiem imprez, każda w innym kraju) a Jonasson tego dnia będzie miał ważniejsze sprawy na głowie. Swoją drogą chory terminarz mamy tylko w Polsce. Jakoś imprezy rangi MŚ nie kolidują z ligami w Szwecji czy Anglii. Ale terminarz terminarzem, a 27 punktów w meczu to inna sprawa. Tymczasem właśnie dotarła do mnie informacja, że Władysław Komarnicki złożył rezygnację, która jednak nie została przyjęta i po długiej rozmowach zostanie on na swoim stanowisku. I dobrze. Jego odejście nic by nie zmieniło. Przecież to nie on zdobywa punkty, a organizacyjnie wszystko gra.
W Bydgoszczy jak nie idzie, to beszta się z błotem trenera Zenona Plecha, co dla mnie jest zupełnie niezrozumiałe i chore. Ale kibic tak ma. W tamtym sezonie wszystko było pięknie. A w tym? Nagle ów trener w oczach "prawdziwych fanów" - oczywiście anonimowych! okazał się alkoholikiem. To już cios poniżej pasa, poniżej wszystkiego. Wstyd.
Mam nadzieję, że w Gorzowie wszystko się uspokoi, mimo ostrych słów Komarnickiego, które padły dosłownie przed chwilą. Do meczu z Toruniem powinno być w miarę normalnie. Jednak nie wyobrażam sobie, co będzie się działo w przypadku porażki w najbliższą niedzielę? Będzie burza z gradobiciem? Zobaczymy. Na razie jak słyszę, obniżono ceny biletów na spotkanie z Drużynowym Mistrzem Polski. Zawsze to jakiś ukłon w stronę kibiców, tylko należy zadać sobie pytanie czy takie ukłony sprawią, że stadion im. Edwarda Jancarza się wypełni? "Stalowców" czeka kolejny mecz o życie, kibice nadal czekają na rehabilitację, a Władysław Komarnicki może nie wytrzymać kolejnej przegranej, takową na pewno przeżyje wszystko chłodno oceniający trener Chomski, ale może to być jego ostatni mecz "na ławce" trenerskiej. Zobaczymy jak się to wszystko potoczy. Czy się uspokoi czy też rozpęta się potężna burza, która "zaleje" gorzowski żużel? Żeby tylko znalazł się ktoś, kto w razie potrzeby podejmie się wypompowania wody z "Żółto-niebieskiego" okrętu.
Kuba Zielski