
W niedzielę w Łodzi miało dojść do pojedynku na szczycie II ligi pomiędzy miejscowym Orłem a Kolejarzem Rawicz. Spotkanie odwołano, gdyż po opadach deszczu tor nie nadawał się do jazdy. Zdaniem niektórych osób z Rawicza, spotkanie odwołano, bo gospodarze nie chcieli wyjechać na tor. Czy tak było faktycznie?
O godzinie 14:00 na stadionie Orła byli już zawodnicy obu teamów oraz grupa sympatyków Orła Łódź. Nikt nie był pewien czy mecz się odbędzie, gdyż nad stadion przyszły ciemne chmury, które przyniosły obfite opady deszczu. Opady ustały po ok. 30-40 minutach. W tej sytuacji trener Zdzisław Rutecki od razu ruszył do oczyszczania toru. Przy tym pomagali mu obsługa toru, zawodnicy, jak i Fan Club Orła Łódź. Przez ponad godzinę wszyscy starali się doprowadzić tor do jazdy. W tym samym czasie wydarzeniom na torze z parku maszyn przyglądali się zawodnicy Kolejarza wraz z trenerem. Nikt z nich nie ruszył do pomocy przy torze, a niektórzy zawodnicy nie wypakowali nawet sprzętu! Tymczasem wszyscy zawodnicy Orła mieli gotowy sprzęt i byli przebrani w kevlary. Dlatego jakim cudem to niby Orzeł nie chciał odjechać meczu z Kolejarzem, skoro jak widać, to właśnie zawodnikom z Łodzi zależało na rozegraniu zawodów?
Gdy po osuszeniu toru, samochody łódzkich żużlowców jeździły po torze aby go ubić, nikt z Rawicza nie ruszył do pomocy. Pozostaje zadać pytanie - dlaczego? Pojawiły się głosy w internecie i innych mediach, że mecz z góry miał się nie odbyć, bo na stadionie Orła nie było karetki. Warto jednak zauważyć, iż ambulans to nie jest problem dla Orła, gdyż karetki dostarcza WAM i dojazd z niego na stadion zajmuje raptem dwie minuty.
W internecie zrzucono winę również na żużlowców Orła, bo niby to właśnie oni nie chcieli jechać w meczu z Rawiczem. W zespole gospodarzy tylko Mariusz Franków popierał decyzję o odwołaniu spotkania, natomiast w zespole "Niedźwiadków" wyjazdu na tor odmówili Piotr Dziatkowiak i Robert Mikołajczak. Co więcej, po odwołaniu meczu zawodnicy z Rawicza szybko opuścili stadion, a żużlowcy Orła nie dowierzali, że mecz został odwołany.Stanisław Burza w pomeczowych rozmowach z naszym serwisem przyznawał, iż jest zdziwioną decyzją sędziego. "Stanley", który ma za sobą starty także na Wyspach Brytyjskich, stwierdził że tor jak najbardziej nadawał się do jazdy, a w Anglii jeździ się na gorszych. Nawet Zdenek Simota, który dopiero co wraca na tor po poważnej kontuzji, chciał aby spotkanie się odbyło. Słyszy się, że Orzeł nie chciał jechać, bo jest osłabiony ze względu na kontuzję. Warto jednak zauważyć, iż w tym sezonie łodzianie dysponują równym składem, w którym dobrego zawodinka zawsze jest w stanie zastąpić żużlowiec z podobnymi umiejętnościami.
Niektóre media zrzuciły winę na sędziego i w tym wypadku można się z tym w zupełności zgodzić. O godz. 17:00 tor nadawał się do jazdy, lecz sędzia stwierdził że tak nie jest. Jeśli nie był tego pewien, to mógł przecież zaproponować, aby jeden zawodnik przejechał po torze i ocenił czy ten nadaje się do jazdy. Jednak arbiter tego nie zrobił. Po meczu zapytany dlaczego odwołał mecz, choć jeździ się w gorszych warunkach, odszedł bez komentarza.
Pojawiły się również negatywne komentarze na temat właściciela klubu Witolda Skrzydlewskiego. Wszyscy przeciwnicy łodzian zarzucili mu, że to on wszystko załatwił, by poczekać aż do składu wrócą Simon Gustafsson i Freddie Eriksson. Tymczasem to właśnie jemu najbardziej zależało na meczu i to on najdłużej walczył o to, aby mecz się odbył. Gdyby miał się nie odbyć, to po co zapraszałby na spotkanie premiera Donalda Tuska?
Powyższe argumenty pokazują, że to nie Orzeł chciał odwołać mecz, a wręcz przeciwnie - rawiczanie. Nie będziemy wytykać żadnej drużyn z tego błędu, bo decyzja nie zależała do drużyn, lecz sędziego. Mamy nadzieję, że teraz każdy spojrzy normalnie na tę sytuacje i zobaczy, że to nie przez osoby związane z Orłem niedzielny mecz się nie odbył.