Jeszcze rok temu sytuacja rybnickiego speedwaya była katastrofalna. Za rządów Aleksandra Szołtyska dług RKM-u rósł z każdym spotkaniem, aż na zakończenie rozgrywek wyniósł ponad milion złotych. W tej sytuacji kibice na Górnym Śląsku martwili się, że w tym roku żużla przy ul. Gliwickiej nie będzie. Optymistyczny wariant zakładał utworzenie nowego klubu i start od II ligi... jednak wszystko potoczyło się inaczej.
Znalazła się grupa zapaleńców, która - teraz można to już śmiało napisać - uratowała rybnicki żużel. Nowi działacze nie mieli łatwo - musieli spłacać długi poprzedników, równocześnie płacąc zawodnikom za punkty zdobywane w tym sezonie. Zbudowany za niewielkie fundusze skład zajął na koniec rundy zasadniczej szóste miejsce w ligowej tabeli i tym samym utrzymał rybnickie "Rekiny" w I lidze. Przedsezonowy cel został zrealizowany. Jednak taki wynik oznaczał konieczność walki w fazie play off z tarnowską Unią, tegorocznym potentatem, jeśli chodzi o rozgrywki na I-ligowym froncie. Rybniczanie do pierwszego spotkania z "Jaskółkami" przystąpili niezwykle zmotywowani. Chcieli wygrać dla swoich wspaniałych kibiców. Jednak Unia okazała się zbyt silną drużyną i wywiozła z Rybnika zwycięstwo, przesądzając praktycznie o losach rywalizacji w tym dwumeczu. Co więcej wyniki innych spotkań także nie są dla rybniczan korzystne - ekipa z Rybnika nie ma szans na zostanie "lucky loserem".
Dlatego też do Tarnowa w najbliższą niedzielę "Rekiny" pojadą w mocno rezerwowym składzie. Jedynie pod numerami 2 i 5 zobaczymy seniorów, pozostałe pozycje zajmą juniorzy. Decyzja o cięciu kosztów jest jak najbardziej, przynajmniej dla mnie, zrozumiała. Tarnowianie nie przegrali jeszcze w tym roku na własnym torze żadnego spotkania, część drużyn ma problem ze zdobyciem na Mościcach trzydziestu punktów. Co więcej, rybnicki zespół w rundzie zasadniczej zdobył w Tarnowie tylko 23 punkty. Wprawdzie jechał w tym spotkaniu bez Denisa Gizatullina, który tego samego dnia startował w finale DPŚ, jednak występ "Gina" nie odmieniłby losów spotkania. I nie mam tutaj pretensji do działaczy Unii Tarnów, że nie zgodzili się w związku z tym na przeniesienie meczu na inny termin. Mogli, ale nie musieli. Przełożenie spotkania pewnie wiązałoby się z poniesieniem pewnych kosztów, a w dobie kryzysu gospodarczego kluby liczą każdy grosz. Pretensje można mieć jedynie do władz polskiego speedwaya, które tego dnia powinny odwołać wszystkie mecze ligowe, aby fani i zawodnicy mogli cieszyć się z triumfu Polski w DPŚ.
Wracając jednak do spraw tarnowsko-rybnickich, aby awansować do półfinałów I ligi rybniczanie musieliby zdobyć co najmniej 55 punktów. Tymczasem w tym roku najlepszy wynik na Mościcach, jeśli chodzi o ekipy przyjezdne, wykręcili ostrowianie. Zawodnicy KMO zdobyli w Tarnowie 38 punktów. To kolejny dowód na to, że "Rekiny", nawet jeśli wzniosą się na sam szczyt swoich umiejętności, nie mają szans w dwumeczu z "Jaskółkami". Nie oznacza to jednak, że zdolna rybnicka młodzież nie jest w stanie zapunktować na dobrym poziomie w Tarnowie. Przecież aktualne Michał Mitko to Drużynowy Mistrz Świata Juniorów, Sławomir Pyszny to szósty junior w Polsce, a Rafał Fleger ma za sobą mecz życia, w którym przeciwko gnieźnieńskiemu Startowi zdobył 13 punktów i 2 bonusy. Pokonał w tym spotkaniu m. in. Petera Ljunga czy Krzysztofa Jabłońskiego, a więc zawodników o umiejętnościach zbliżonych do Bjarne Pedersena czy Piotra Świderskiego.
Pisane przez tarnowian komentarze, że Rybnik nie jeździ z duchem sportu, są co najmniej nie na miejscu. Bo warto byłoby zapytać, gdzie był ten duch sportu w 2006 roku, gdy tarnowianie odmówili wyjazdu na tor podczas spotkania derbowego z Marmą Rzeszów. Dużo można było się wtedy naczytać jak to źle przygotowany był tor przy ul. Hetmańskiej. Dziwnym trafem jednak tak się złożyło, że tacy zawodnicy jak Paweł Miesiąc czy Karol Baran, którym sporo brakuje do klasy Tomasza Golloba czy Janusza Kołodzieja, potrafili pokonać tego dnia cztery okrążenia na rzeszowskim torze. Zresztą, Stanisław Burza też potrafił, wystarczyło "tylko" chcieć. Duch sportu zagubił się w Tarnowie, na pewną chwilę, także w zeszłym roku. Unia zmontowała nie najsilniejszy skład i w tej sytuacji każdy punkt był na wagę złota. Dlatego też chciano wykorzystać osłabienie ZKŻ-u Zielona Góra. Przypomnijmy, iż mecz pomiędzy tymi drużynami w pierwszym terminie nie doszedł do skutku. Został odwołany w kontrowersyjnych okolicznościach. Tarnowianie twierdzili, że po opadach deszczu tor nie nadawał się do jazdy. Natomiast zielonogórzanie odpowiadali, że ta decyzja została podjęta zbyt pochopnie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, ale zdaniem wielu świadków kilkanaście minut pracy wystarczyłoby, a tor nadawałby się do jazdy. Działacze Unii wiedzieli jednak już przed meczem, że w rezerwowym terminie zielonogórzanie nie będą mogli skorzystać z usług Fredrika Lindgrena oraz Nielsa K. Iversena. Jednak kilka dni później ekipa z Grodu Bachusa przyjechała do Tarnowa bez swoich liderów, a i tak wywiozła z niego zwycięstwo. Wychodzi na to, że wtedy kiedy ten duch sportu jest potrzebny, to się go wyciąga na wierzch, a później... można go na chwilę schować w szufladzie.
W ostatnich dniach spotkałem się także z opinią, iż zamieszanie związane z meczem Tarnów - Rybnik nie miałoby miejsca, gdyby nasze żużlowe władze wprowadziły minimalny KSM dla drużyny. Dla mnie wprowadzanie KSM-u, czy to maksymalnego czy minimalnego, jest chore i sztuczne. To prezesi powinni decydować o składach swoich zespołów, wiedząc jakimi pieniędzmi dysponują. Już pomijam fakt, że gdyby taki minimalny KSM istniał w zeszłym roku, to w Ekstralidze startowałoby siedem zespołów, bo "Jaskółki" nie spełniałyby tych kryteriów. I to najlepiej pokazuje jak chory byłby to przepis. Poza tym KSM nie oddaje umiejętności zawodnika. Przykład? Rybnicko-tarnowski. Piotr Świderski - w zeszłym roku miał bardzo niską średnią po nieudanym sezonie 2007, a jednak nie przeszkodziło mu to w zostaniu najlepszym jeźdźcem I ligi...
Tymczasem tarnowianom w tym roku życzę awansu do CenterNet Mobile Speedway Ekstraligi, bo nie ulega wątpliwości, iż to właśnie "Jaskółki" są najlepszym zespołem w I lidze. A rybniczanie muszą zacząć myśleć już o sezonie 2010, bo obecny zakończy się dla nich w najbliższą niedzielę. W tej sytuacji spłacenie kolejnej części długu zaciągniętego przez poprzedników, nawet kosztem nieco wyższej przegranej w Tarnowie, będzie zrozumiałe.