Kto by parę lat temu pomyślał, że nieznany wówczas Emil Sajfutdinov zwojuje światowe tory cyklu Grand Prix? Któż wtedy sądził, że Jurica Pavlic, żużlowiec z Chorwacji może okazać się rewelacją polskiej ekstraligi? Niewielu jest takich. Są jednak w różnych zakątkach świata żużlowcy, nie do końca znani, którzy w swych ojczyznach są nadziejami na przyszłość. Który z nich już w sezonie 2010 zagości na polskich torach?
Prezesi polskich klubów od kilku lat zawzięcie inwestują w obcą młodzież – to prawda nikomu nieobca. W kraju nad Wisłą, co roku pojawiają się „nowe brylanciki”, które żużlowego rzemiosła uczą się właśnie w najsilniejszej lidze świata. Kogo zatem, idąc tokiem myślenia władz klubów, należy zobaczyć w sezonie 2010? Która postać z niżej przedstawionych już za parę lat zwojuje świat?
Wyniki osiągane przez młodych chłopaków na miniżużlu nie zawsze przekładają się na dorosłe tory. W tym wypadku jednak było inaczej. Zapewne stałym bywalcom na zawodach dla najmłodszych nie umknęło nazwisko Michaela Jepsena Jensena. Urodzony 18 lutego 1992 roku Duńczyk został bowiem Mistrzem Świata torów miniżużlowych, a dziś stawia już śmiałe kroki w dorosłym żużlu. Mimo młodego wieku Michael startuje regularnie w duńskiej Superlidze, a także szwedzkiej Allsvenskan, gdzie nie straszni mu są dużo bardziej doświadczeni zawodnicy. Ostatnimi czasy Jensen zaliczył kapitalny występ w barwach Vojens, zdobywając w przegranym przez jego drużynę meczu 20 punktów oraz jeden bonus. To prawdziwy as w talii szkoleniowca beniaminka Superligi, bowiem Michael Jepsen Jensen przydzieloną ma kategorię D, a mimo to jest dostarczycielem pewnych punktów. W turniejach indywidualnych także notuje coraz lepsze wyniki. W ostatnim czasie był m.in. piątym zawodnikiem Mistrzostw Danii juniorów oraz trzecim w turnieju z okazji 25-lecia klubu z Grindsted. Nic zatem dziwnego że to właśnie w nim duńscy kibice widzą następcę takich zawodników jak Nicki Pedersen czy Hans Andersen.
Z kolei fani speedwaya w Niemczech wciąż nie mogą się doczekać zawodnika, który godnie reprezentowałby ich barwy na arenie międzynarodowej. Pojawiali się co prawda tacy, którzy próbowali, ale w ostatnich latach nasi zachodni sąsiedzi są wciąż bez znaczących sukcesów. Sytuacja – w ich opinii – ma się diametralnie zmienić, bowiem Rene Deddens zapowiada walkę o najwyższe laury. 17-letni żużlowiec pełnił rolę rezerwowego podczas tegorocznego finału IMEJ. To jak na tak młodego zawodnika dość duże osiągnięcie, tym bardziej, iż przed nim jeszcze dwie szanse na występ w tej imprezie. Nic więc dziwnego, że Rene jest największą nadzieją niemieckich kibiców.
Są jednak młodsi zawodnicy, którzy zasługują na uwagę nie tylko samych kibiców, ale także zapewne znajdują się w notesowych zapiskach niejednego prezesa. Warto bowiem przenieść się na południe Europy – do słonecznej Chorwacji, gdzie jeden brylancik podbija już najsilniejsze ligi świata. Wszystko wskazuje na to, że do Juricy Pavlica dołączy kolejny młodzieniec. Dino Kovacic, bo o nim mowa, urodził się 14 stycznia 1994 roku. Młody Chorwat był rewelacją sezonu 2008 w swojej ojczyźnie, zajmując drugie miejsce w Indywidualnych Mistrzostwach Chorwacji (ustępując Pavlicowi), oraz zdobywając młodzieżowy czempionat. W tym roku Dino idzie za ciosem, coraz bardziej podnosząc swoje umiejętności. Podczas przegranego ze Słowenią meczu (70:20) Dino jako jedyny Chorwat zdołał nawiązać walkę z rywalem, zdobywając 10 punktów! Nie będzie się zatem czemu dziwić, gdy już tej zimy prezesi ekstraligowych klubów stoczą istną batalię o tak młodego zawodnika.
Przejdźmy może do jeźdźców nieco starszych, ale wciąż bez kontraktów w Polsce. Ricky Wells to Nowozelandczyk, choć na światowych torach reprezentujący Stany Zjednoczone. 18-letni zawodnik coraz lepiej poczyna sobie w angielskiej Elite League, a także na amerykańskich torach. Mimo to Ricky w sezonie 2009 nie wystąpił w Polsce, co pewnie już niedługo się zmieni. Najlepsi zawodnicy rodem z USA, z Gregiem Hancockiem na czele, uważają jednogłośnie, iż to właśnie Wells jest największą nadzieją żużla za oceanem.
Podobna sytuacja ma się z Kimem Nilssonem, który na domowym podwórku jest wyróżniającą się postacią. 19-letniego Szweda niestety nie oglądamy ani w Anglii, ani w Danii. W Polsce przed sezonem 2009 cieszył się zainteresowaniem ze strony niektórych klubów, ale ostatecznie zrezygnował z jazdy w naszym kraju. Jednak by się dalej rozwijać, Kim potrzebuje jak najwięcej jazdy, w tym także w najsilniejszej lidze na świecie. Nilsson był uczestnikiem tarnowskiego finału IMEJ. Wśród wielu młodych Szwedów jest jednak jedną z bardziej wyróżniających się postaci, co w przyszłym roku poskutkuje pewnie kontraktem w Polsce.
Sporą niespodzianką było zwycięstwo 20-letniego Roberta Meara w Rundzie Kwalifikacyjnej IMŚJ w brytyjskim Rye House. Tamtego dnia Brytyjczyk pokonał m. in. Lewisa Bridgera czy Darcy'ego Warda. Mear na co dzień reprezentuje barwy dwóch brytyjskich klubów - w Elite League broni barw Lakeside Hammers, a w Premier League startuje w plastronie Rye House Rockets. I w obu ligach zawodnik z Wysp notuje coraz lepsze wyniki. Meara jak dotąd nie oglądaliśmy w Polsce. Jak wiemy jednak, brytyjskim zawodnikom dość ciężko przełożyć się na dłuższe tor niż te, na których przyszło się im wychowywać. Robert jednak w opinii wielu jest zawodnikiem, którzy już za jakiś czas stanowić może o sile angielskiej drużyny narodowej – nie tylko młodzieżowej, ale także seniorskiej.
Ostatni dwaj nasi kandydaci są najstarsi w tym zestawieniu, oboje również pochodzą z Australii. 21-letni Kozza Smith oraz rok starszy Tyron Proctor, bo o nich będziemy teraz mówić, są jednymi z wielu utalentowanych „Kangurów”, którzy próbują zwojować Europę. Nie każdemu Australijczykowi to się jednak udaje, a w rezultacie ich wyprawy do Anglii stają się ligowymi „wyrobkami”, którzy przeważnie kończą kariery w Premier League. Zarówno Kozza, jak i Tyron, cieszą się uznaniem brytyjskich promotorów. Smith pojawiał się w tym sezonie w barwach Ipswich Witches, a jego starszy kolega przywdziewa plastron z „Wilkiem” z Wolverhampton. Ponadto regularne występy w niższej klasie rozgrywkowej zapewniają im ciągłe starty, a zarazem nowe doświadczenia. Po ich zdobyciu z pewnością będą chcieli podbić także serca polskich fanów. Pytanie tylko kiedy to nastąpi? O ile Proctor był już gotowy przed sezonem 2009, to Smith ze swą skłonnością do częstych kontuzji musi nabrać pewności siebie i wyleczyć ciągłe urazy. Jeśli to nastąpi zimą, niewykluczone, że pierwszy swój sezon w gronie seniorów może spędzić w którymś z polskich zespołów.
Przedstawiliśmy Państwu tylko osiem nazwisk, które naszym zdaniem zasługują na szczególną uwagę. Na pewno jednak tych młodych chłopaków, którzy już dziś swą postawą nam imponują, jest dużo więcej w różnych zakątkach świata. Czy nasze prognozy się sprawdzą i czy wyżej wymienieni zawodnicy zdobędą serca polskich kibiców, przekonamy się na pewno za parę lat. Skłonność naszych drogich prezesów do inwestycji w obcą młodzież może jednak spowodować, że to właśnie przedstawieni zawodnicy będą niegdyś stanowić o sile ekstraligowych drużyn…