
International Management Group (IMG) mający w dyspozycji prawa organizacyjne serialu żużlowego Grand Prix rozpoczął ponowne próby przeprowadzenia jednego z turniejów na terenie Australii w 2011 roku. To już czwarta próba, z których tylko jedna zakończona została sukcesem.
Pierwsza miała miejsce w 2000 roku, kiedy to ówczesny właściciel praw Benfield Sports International (BSI) przymierzał się do zawodów na torze Wayville Showground w Adelajdzie. Po dwóch latach doszło do realizacji planów i Stadion Olimpijski w Sydney gościł w październiku najlepszych zawodników świata. Ponieważ impreza przyniosła straty znacznie przekraczające milion dolarów, kolejne pomysły odkładano do lamusa aż do czasu 2008 roku. Wtedy to właśnie po kilku wizytacjach Ole Olsena ogłoszono kalendarz na następny rok, gdzie tym razem pod data 14 listopada 2009 widniała lokalizacja Melbourne. Rywalizacja miała przebiegać na tymczasowo ułożonym torze w hali widowiskowej z zasuwanym dachem zwanej Telstra Dome. Pięćdziesięciotysięczny obiekt, najnowocześniejszy na kontynencie podniósł by prestiż całego cyklu Grand Prix. Ambitne plany zarzucono ze względu na światowy kryzys gospodarczy, obiecując powrót do ich realizacji w późniejszych latach.
Jak widać na mapie wybierano już trzy stolice stanowe wzdłuż południowo-wschodniego wybrzeża wyspy- kontynentu z rożnym skutkiem. Tym razem wybór padł na Brisbane w stanie Queensland, a konkretnie na położone szesnaście kilometrów na południe Archerfield. Tor z okolicami, szumnie nazwany Brisbane International Speedway (BIS) gości najczęściej wyścigi sprintcarow i innych czterośladów. Liczy sobie około 400 metrów i pokryty jest glinką, zabójczą dla motocykli. Ostatni raz obiekt przygarnął żużlowców w grudniu 1997 rok , kiedy to Leigh Adams triumfował w pierwszej rundzie International Speedway Masters Series. Miesiąc później planowana była tam runda finałowa, ale niestety intensywne opady deszczu roztopiły glinkę i jedyny raz w krótkiej historii cyklu, ukończono go bez ostatniej rywalizacji.
W ubiegłym miesiącu, konkretnie osiemnastego, promotor BIS John Kelly odebrał telefon od przedstawiciela IMG pytającego o możliwości wynajęcia Archerfield na potrzeby cyklu Grand Prix . Oto jak to skomentował:
-“ Tak, potwierdzam, że rozmowa telefoniczna miała miejsce. Zupełnie mnie zaskoczyła. Zostałem zapytany, czy byłbym gotów wynająć obiekt IMG na potrzeby cyklu Grand Prix w 2011 roku. Poinformowałem, że mam wątpliwości czy Archerfield to najlepszy wybór, jaki można dokonać, ale nie miałem problemów z przystaniem na tego rodzaju propozycje, nawet bez ustalonej daty. Wierze, że poradzilibyśmy sobie z przygotowaniem nawierzchni, ale szczerze wątpię, czy pomieścilibyśmy wszystkich chętnych do obserwacji zawodów. Nie jesteśmy wystarczająco przygotowani na zwiększenie ilości miejsc dla widzów, tak aby impreza nie przyniosła strat finansowych“ – powiedział Kelly na łamach dwutygodnika Speedway Racing News.
Można się tylko domyślać, jaką burze wywołała ta wypowiedz na tutejszym rynku .
Archerfield jest jednym z wielu istniejących tutaj żużowo-feudalnych obiektów i skompromitował by zarówno cykl Grand Prix, jak i miejscowy speedway na międzynarodowej arenie. Tylko lokalni patrioci mogą myśleć inaczej. Na temat stanu nasypów piaszczysto-trawiastych dla publiczności, które oferują tutejsze kluby, czy tez stowarzyszenia lepiej się nie wypowiadać. Australia nie dysponuje stadionem godnym do zaprezentowania się międzynarodowej społeczności w XXI wieku, gdzie można przeprowadzić turniej bez konieczności ułożenia tymczasowego toru. Tak wygląda prawda. Jest kraina pełna żużlowych talentów, które bez europejskich szlifów i możliwości odchodzą w zapomnienie. Brak bazy i częstotliwości startów wyklucza bowiem jakiekolwiek szanse na rozwój. Druga sprawa to sponsoring. Od lat te same drobne firmy związane z motoryzacja, nieznane szerszej opinii publicznej wspomagają speedway. Znane marki nie będą się prezentować przed dwutysięczna widownia w uwłaczających warunkach i promotorzy musza brać co się da, aby istnieć. Szacunek do imprez żużlowych upada z roku na rok. Bez podniesienia jakości infrastruktury nie ma większych szans na ekspansje. Od lat odwiedzane obiekty nie zmieniają swojego wyglądu.
Jeśli IMG zdecyduje się na Brisbane w obecnym stanie, będzie to przyspieszenie agonalnego stanu speedwaya i wstyd trudny do ukrycia. Pytanie o wynajem nie świadczy przecież o zainteresowaniu finansowaniem niezbędnych kosztów modernizacji. Trudno będzie znaleźć widzów chętnych do zapłaty 150 dolarów za bilet, zapuszkowanych jak sardynki z ograniczona widocznością. Organizator nie będzie w stanie zabezpieczyć standartowych warunków obserwacji zawodów, do których przyzwyczajono płacących za wstęp, uczęszających na mecze australijskiego futbolu, rugby czy krykieta. Wybór IMG świadczy tylko o braku rozeznania miejscowego rynku. To duży błąd, który nie powinien przytrafić się takiej firmie. Cala sprawa nosi znamiona jakiegoś koszmarnego nieporozumienia. Nowa lokalizacja to konieczność, Archerfield to za duże ryzyko.
Zbigniew Sarwa