W ostatnich swoich felietonach przedstawiłem sylwetki największych zagranicznych gwiazd Sparty Wrocław. Zawodnicy ci obok takich krajowych liderów jak m.in. Śledź, Baron, Krzyżaniak, Hampel czy Jędrzejak mieli znaczący wkład w sukcesy WTS – u w ostatnich dwudziestu latach. Dziś krótko o tych mniej znanych, którzy również byli potrzebni drużynie do osiągnięcia największych drużynowych  sukcesów.

W złotych latach 1993-1995 gdy gwiazdami krajowymi byli Śledź, Załuski i Baron; wychowankowie tacy jak Zbigniw Lech, Krzysztof Jankowski, Henryk Piekarski, Waldemar Szuba i Krzysztof Zieliński stanowili uzupełnienie składu.
Najstarszy z wyżej wymienionych czyli Henryk Piekarski, karierę zaczynał w latach ’80, czyli tych najgorszych dla Sparty, gdy niewiele brakowało, a żużel we Wrocławiu przestałby istnieć. Pomimo ciężkich czasów żużlowiec ten był wierny wrocławskiej drużynie do końca kariery z przerwą na dwa lata, które spędził w GKM Grudziądz. Pomimo braku znaczących sukcesów w drugiej lidze był zawsze podstawowym zawodnikiem Sparty w latach ’80. Przeszedł drogę ze swoją drużyną z samego dna czyli ostatniego miejsca II ligi do dwóch złotych medali DMP (1993-1994). W ostatnich latach swojej kariery były wiecznym rezerwowym, zastępującym słabiej spisujących się bądź kontuzjowanych zawodników z podstawowego składu. Jak sam kiedyś wspomniał w jednym z wywiadów, lubił jeździć w parze z Tommy Knudsenem; Piekarski potrafił dobrze i skutecznie atakować przy krawężniku. Ostatni rok swojej kariery spędził w OTŻ Opole.
Kolejnymi żużlowcami których warto przypomnieć to Zbigniew Lech, Krzysztof Jankowski i Waldemar Szuba. Karierę zaczynali w tym samym czasie i tyle samo lat spędzili w Sparcie; mieli również znaczący wkład w trzy złote medale DMP.
Zbigniew Lech występował również często w zawodach motocrossowych. Jednym z pierwszych jego sponsorów był ten który reanimował i postawił wrocławski żużel na nogi czyli Andrzej Rusko.
Waldemar Szuba bardzo dobrze spisywał się jako junior i pamiętam że w 1994 r z Piotrem Baronem stanowili świetną młodzieżową parę. Po przejściu do grona seniorów jego talent gdzieś przygasł. W 1997 był podstawowym zawodnikiem obok Knudsena i Śledzia, spadającej do drugiej ligi Sparty.
Krzysztofa Jankowskiego pamiętam jako tego, który jeździł często w parze z Tommy Knudsenem, chociaż „Jankes” gwiazdą nie był, to w parze z renomowanym Duńczykiem bardzo często wygrywał biegi, szczególnie na Olimpijskim.
Kolejnym żużlowcem z tamtych lat, którego warto przypomnieć to Krzysztof Zieliński. Oprócz dwóch złotych medali, w które miał wkład (1993 i 1995) przyczynił się do powrotu Sparty po sezonie 1998 do I Ligi. Jako junior podobnie jak Waldemar Szuba i Zbigniew Lech spisywał się nieźle, ale przejście do grona seniorów okazało się dla niego dość trudne.
Gdy rozpoczynałem swoją kibicowską karierę, swoją żużlową zaczynali Bartłomiej Bardecki i Rafał Haj. Mój imiennik debiutował w tym samym meczu, na którym byłem z ojcem (Sparta-Polonia Bydgoszcz, 17 kwietnia 1994), pamiętam że zanotował niegroźny uślizg na drugim łuku, no cóż początki bywają trudne. Jako junior Bardecki zapowiadał się całkiem nieźle, szybko wskoczył do podstawowego składu, ale podobnie jak jego starsi koledzy, jako senior kariery już nie zrobił. Odszedł z  WTS – u po spadku do drugiej ligi po sezonie 1997. W 1998 był jednym z liderów J.A.G. Łodź, a w latach 1999 – 2000 i 2002 jednym z podstawowych zawodników Startu Gniezno, w 2001 r jeździł we Włókniarzu Częstochowa. Po zakończeniu kariery w 2002 wyemigrował do USA gdzie również występował w zawodach towarzyskich.
Rafał Haj już takim talentem nie był, ale również był bardzo ambitny i starał się jak mógł; przez dwa sezony (1997-1998) był podstawowym juniorem WTS-u. W II lidze w parze z Mariuszem Węgrzykiem całkiem nieźle się spisywał, późniejsze sezony w innych zespołach były już dużo gorsze. Krzywdzące musiały być teksty niektórych kibiców względem Rafała w stylu „Aj aj aj jedzie Rafał Haj” czy „dajcie Haja będą jaja”. Choć kariery nie zrobił to w żużlu i tak odniósł spory sukces zawodowy. Miłość do żużla i motocykli w jego przypadku nie wygasła, a on od ładnych kilku lat jest mechanikiem u samego Grega Hancocka.

Przypomniałem sylwetki kilku żużlowców Sparty, którzy występowali głównie w latach’90. Chociaż z racji sportowej klasy, ich wkład w największe sukcesy wrocławskiej drużyny żużlowej był mniejszy niż Śledzia, Knudsena czy Załuskiego, to warto pamiętać, że przedstawieni w artykule wcześniej żużlowcy, zaczynali w trudnych dla wrocławskiego żużla czasach. W Końcu to oni razem z Kelvinem Tatumem, Vaclavem Milikiem i Zdenkiem Tesarzem wywalczyli dla Wrocławia po latach spędzonych na zapleczu, I Ligę. Chociaż nie odnieśli większych sukcesów indywidualnych, ani nie stali się liderami innych zespołów, to również z dużym zaangażowaniem ścigali się dla Sparty Wrocław i jej fanów.
Myślę, że w innych żużlowych miastach, kibice również powinni pamiętać nie tylko o tych najlepszych, mających największy wkład w sukcesy drużyny, ale również tych mniej znanych którzy osiągnęli o wiele mniej. W końcu świat nie składa się samych celebrytów, a najlepsze ligowe zespoły z samych gwiazd.

 

 

Kategorie i tagi: Historia, Liga polska, Żużel w Europie, , , , , , , ,