Jest słoneczny, sierpniowy dzień 2006 roku. Na stadionie przy ul. Broniewskiego komplet publiczności, w tym i ja, standartowo na wyjściu z pierwszego łuku. W powietrzu ledwie jeszcze wyczuwalny zapach palonego metanolu, pomieszany z unoszącą się i prawie namacalną adrenaliną. Czekamy. Rozpoczyna się prezentacja, w międzyczasie spoglądam leniwie w program. Oczywiście, nr 14 Adrian Miedziński, nr 15 Karol Ząbik. Odruchowo wyciągam długopis, po czym bez namysłu wpisuję w tabeli biegowej, w rubryce „gospodarze” „5” przy biegu juniorskim. Kolega siedzący obok mnie zaczyna się śmiać „Co jest, bawisz się w jasnowidza?”. Z pełnym przekonaniem odpowiadam „Zobaczysz…”. I rzadko się myliłem.

Jeden z bohaterów powyższej opowieści, Karol Ząbik, urodził się w Toruniu w 1986 r. Matka natura dała mu wszystko, czego młody chłopak może potrzebować do wielkiej kariery. Talent, wielkie serce do walki, ojca, który wspierał go we wszystkim i szlifował ten żużlowy diament. Niestety, w żużlu talent, praca i serce to nie wszystko. Potrzeba jeszcze szczęścia, którego niestety Karolowi zabrakło.

Karol Ząbik rozpoczął przygodę z żużlem w 1997 roku. W 1998 roku wstąpił do szkółki żużlowej Apatora Toruń, gdzie pod okiem swego ojca Jana zbierał pierwsze szlify w żużlowym rzemiośle. Licencję „Ż” zdał w 2002 roku, w dniu swoich 16 urodzin, zaś na debiut na ligowych torach musiał poczekać do 2003 roku, gdzie pojechał w derbach Pomorza przeciwko Polonii Bydgoszcz (zdobywając 1 punkt). Niestety, już w pierwszym roku swoich startów „złapał” dość poważną kontuzję – podczas eliminacji do Indywidualnych Mistrzostw Europy Juniorów 17 letni wówczas Karol doznał kontuzji kręgów szyjnych, która wyeliminowała go z jazdy na 2 miesiące.

Owy upadek jednak nie zatrzymał kariery młodego zawodnika. W roku 2004 przyszły pierwsze większe sukcesy Karola Ząbika. Razem z Adrianem Miedzińskim stanowili bardzo silną parę juniorską Apatora Toruń. Syn ówczesnego (i aktualnego) trenera Apatora wykręcił średnią biegową równą 1.223 punktu na bieg, co jak na w zasadzie pierwszy sezon na ligowych torach było wynikiem naprawdę dobrym. Wspólnie z popularnym Miedziakiem zdobył w rzeczonym sezonie brązowy medal Młodzieżowym Mistrzostw Polski Par Klubowych.  Co więcej, Karol, można powiedzieć sensacyjnie, stanął na drugim stopniu podium IMEJ, co było jego pierwszym sukcesem na arenie międzynarodowej.

Rok 2005 Karol Ząbik ukończył z Apatorem Toruń tuż za podium DMP zdobywając średnią biegową 1.536. Co raz lepiej radził sobie w zawodach indywidualnych –  zdobył złoto IMŚJ (do lat 19) i brąz MIMP, a razem z Adrianem Miedzińskim, Marcinem Jagusiem i Damianem Stachowiakiem obronił złoto MMPPK. Jego kariera nabierała coraz szybszego rozpędu, który niestety powoli miał zostać zatrzymany.

W roku 2006 Karol nadal piął się w górę zarówno w drabince statystyk ligowych jak i na arenie międzynarodowej. Zdobywając średnią biegową 1.700 w najwyższej klasie rozgrywek najsilniejszej ligi żużlowej świata był 25 zawodnikiem w Polsce i jednym z najlepszych juniorów w kraju. Indywidualnie ten rok był dla niego jeszcze lepszy – zdobył złota IMŚJ i MIMP, zajął też pierwsze miejsce w zawodach Srebrnego Kasku. Niestety, ten rok przyniósł pierwszy bardzo groźny upadek w karierze zawodnika. Wtedy to, w ostatnim meczu ligowym w Lesznie jadący przed Karolem Ząbikiem Damian Baliński nie opanował swojego motocykla, który uderzył Torunianina w twarz. Uderzenie było bardzo silne, a kontuzja okazała się na tyle poważna, że młodzieżowiec Apatora nie mógł wystartować w barażach o utrzymanie się w najwyższej klasie rozgrywek z Ostrowem.

Owa kontuzja nie zatrzymała jednak Karola. W roku 2007 był zdecydowanie najlepszym juniorem w kraju, wykręcił średnią biegową 1.989, dzięki czemu był 15 zawodnikiem ekstraligi często zdobywając dwucyfrowe wyniki podczas meczy. Indywidualnie jednak sezon ten nie był tak udany jak poprzednie – w IMŚJ był piąty, a w MIMP zajął drugie miejsce. Udało mu się jednak zdobyć srebrny medal DMP a także złoto MMPPK. Niestety, sezon 2007 był ostatnim, szczęśliwym rokiem dla młodego Ząbika.

Na samym początku sezonu AD 2008, który był jednocześnie pierwszym sezonem, w którym  Karol jeździł jako senior, doznał upadku w lidze szwedzkiej, gdzie doznał złamania żeber i pęknięcia łopatki, co zniszczyło wszystkie jego przygotowania do sezonu, a w efekcie doprowadziło do odsunięcia od składu w Polskiej lidze. Kolejne jego upadki w tym sezonie prowadziły do następnych urazów i pauz w startach, przez co cały sezon był w zasadzie zmarnowany.

W sezonie 2009 został wypożyczony do I ligowego Ostrowa, gdzie miał odbudować swoją formę i wrócić do Torunia znów będąc „w gazie”. Niestety, jego forma w I lidze nie była zadowalająca, a najgorsze wydarzenia tego sezonu miały dopiero nadejść. Karol, uzyskując kwalifikację do finału IMP na Toruńskiej Motoarenie miał pokazać, iż stać go na powrót do Torunia w wielkim stylu.

Na wydarzenia z tamtego finału miały wpływ dwie okoliczności. Z jednej strony ogromne oczekiwania kibiców, którzy wierzyli w młodego, utalentowanego zawodnika, a z drugiej strony Karol Ząbik, który ze wszystkich sił chciał tym oczekiwaniom sprostać. Niestety, jego atak na Damiana Balińskiego na prostej startowej 18 biegu okazał się dla niego tragiczny w skutkach. Motocykle popularnego „Balona” i Karola sczepiły się, w efekcie czego ten drugi z ogromną siłą uderzył o tor. Diagnoza lekarska była wstrząsem dla całego żużlowego Torunia – pęknięcie czaszki, uszkodzenie kręgosłupa, kręgów szyjnych, klika drobniejszych urazów. Długo był utrzymywany w stanie śpiączki farmakologicznej, a efekty tej kontuzji widać do dziś.

Ząbik tak naprawdę nigdy nie wrócił do swojej dyspozycji. Nawet jego ojciec w wywiadach stwierdzał, iż może lepiej byłoby, gdyby Karol zakończył żużlową karierę. W latach 2010-2011 nie osiągnął w zasadzie niczego, a jego występy na żużlowych torach pozostawały w cieniu jego walki o zdrowie i normalny byt. W kuluarach mówiło się o problemach z błędnikiem i zachowaniem równowagi a także o psychicznej blokadzie podczas jazdy. Ciężko nie przyznać racji. W roku 2012 roku Karol dostał ostatnią szansę na starty w Unibaxie Toruń.

Choć kibice doskonale wiedzieli, że nie można od niego oczekiwać niczego wielkiego, to jednak wiara była silna. Cały żużlowy Toruń cieszył się, że Karol wraca do składu, że dostanie szansę, że jako wychowanek Toruńskiego klubu być może dźwignie się jeszcze na swój poziom. Niestety, już przedsezonowy sparing z Polonią Bydgoszcz pokazał, że Ząbik junior jest już tylko cieniem zawodnika, którym był niegdyś. Osiągając średnią biegową 0.727 pokazał, iż nie jest w stanie rywalizować z najlepszymi.

Dziś Karol Ząbik jeździ jeszcze w pomniejszych turniejach typu turniejów np. o Zlatą Pribę. Nikt jednak nie wierzy w to, że jest przed nim jeszcze jakakolwiek szansa na powrót do wielkiej formy, w jakiej znajdował się w latach 2006-2007. Sam Karol raczej traktuje żużel już jako rozrywkę niż jako sposób na życie.

Ale po co ja to piszę? Ku przestrodze. Ku pokorze. Pokorze, której brakuje działaczom, kibicom, trenerom, zawodnikom. Pokory, której zabrakło na przykład w Toruńsko – Częstochowskim półfinale Enea Ekstraligi, zabrakło jej Adrianowi Miedzińskiemu, Griszy Łagucie, Emilowi Sajfutdinowowi, czy nawet Grzegorzowi Dzikowskiemu. Co roku brakuje jej działaczom, którzy w imię medalu EE ryzykowali zdrowie a nawet życie podległych sobie zawodników. Brakuje jej kibicom, których niezrealizowane, wygórowane oczekiwania wiążą się z wyzwiskami i gwizdami nawet na „domowym” torze. Niestety, niektórzy zapominają, że jadąca około 100 km/h maszyna bez hamulców może doprowadzić nie tylko do złamania kariery zawodnika, ale także do złamania jego zdrowia a nawet życia (czego niestety przykładem jest Lee Richardsson).

W związku z powyższym chciałbym wyrazić prośbę wobec wszystkich, a zwłaszcza kibiców – doceńcie to, że Wasi ulubieńcy ryzykują życie i zdrowie po to, byśmy my wszyscy mogli się pasjonować żużlem na najwyższym poziomie. Ale przede wszystkim szanujcie ich, bo oni są gotowi, z szacunku do was, poświęcić swoje zdrowie i życie.

Tak, jak Karol Ząbik.

Kategorie i tagi: Historia, Kibice, Liga polska, , , ,