Tematyka sponsoringu i podejścia sponsorów do sportu jest teoretycznie jasna. Teoretycznie, bo jednak nie każdy zdaje sobie sprawy z tego, jak to w zasadzie działa. Część kibiców, zapewne zwłaszcza tych młodszych, wyobraża sobie wspaniałe teorie o jeszcze wspanialszym człowieku, który bohatersko wyciąga z portfela „kilka dużych baniek”, rzuca je na stół i mówi „bierzcie i jedźcie za to wszyscy”.

Często się mówi, zwłaszcza po jakimś skandalu, że „to sprawi, że odejdą sponsorzy” albo „działa na szkodę sponsorów”, zwykle nawet nie przeanalizowawszy danego zdarzenia dogłębnie. Czy rzeczywiście?

Aby zrozumieć to zagadnienie i odpowiedzieć sobie na zadane powyżej pytanie trzeba sobie odpowiedzieć czym w ogóle sponsoring jest (Panów z podwyższonym poziomem testosteronu uprzedzam – to nie o ten sponsoring chodzi). Przede wszystkim jest to usługa marketingowa, w której jedna strona zobowiązuje się dostarczyć określone środki (finansowe lub rzeczowe), a druga udostępnia mu czas reklamowy, powierzchnie marketingowe czy w inny sposób realizuje usługi marketingowe. Widzimy więc, że nie jest to darowizna na rzecz klubu/organizatora wydarzenia, a raczej celowa wymiana dóbr materialnych za niematerialne.

Co jednak klub potencjalnemu sponsorowi oferuje? Wbrew pozorom jest tego całkiem sporo, o czym przekonać się możemy przeglądając ogólnie dostępną ofertę marketingową chociażby Unii Tarnów (klik) – są tam rozmaite powierzchnie marketingowe w programach żużlowych, na płycie stadionu, na bandach, na płytach, na tle których odbywają się wywiady czy w reszcie miejsce na kewlarach zawodników czy poszyciu motocykla. Wszystkich miejsc nie będę wymieniał, bo każdy może sobie w ofercie poczytać. Popularnym „narzędziem” do przyciągania sponsorów jest oczywiście nazwa klubu, jednak, co również oczywiste, ilość takich sponsorów jest ograniczona.

Wniosek jest oczywisty – sponsoring to nic innego niż sprzedaż, a na sponsorowaniu klubu sponsor nie realizuje odwiecznego marzenia o wspieraniu żużla, a załatwia swoje interesy. Jeśli ktokolwiek myślał, że jest inaczej, to czas niestety zejść na ziemię. Przedsiębiorcy (których stać na sponsorowanie żużla) są bardzo pragmatyczni, i bardziej od tego, co się dzieje na torze interesuje ich to, jak wiele osób zobaczy reklamę ich firmy. Wyniki drużyny zaczynają ich martwić dopiero wtedy, gdy rzutuje to na poziom frekwencji na stadionie lub powoduje, że stacje telewizyjne zaczynają coraz rzadziej „puszczać” mecze danej drużyny. Oznacza to, że problemem dla sponsora są nie tylko przegrane danej drużyny ale też… wysokie wygrane. Kiedy drużyna jedzie zbyt dobrze i „niszczy”, „miażdży” lub „lata”, a mecze są nieciekawe, bo zawsze wygrywane wysoko…. Zaczynają się kłopoty z frekwencją, a potem, w efekcie, ze sponsorami. Na razie Tarnów nieźle się przed tym broni, ale jak to długo potrwa? Oby trwało….

W tym miejscu proponuję się zatrzymać nad tematem, którym żyją wszyscy kibice żużlowi. Mowa rzecz jasna o skandalach, którymi żużlowa Polska żyje w czasie, gdy nie ma się czym interesować jeśli chodzi o rozgrywki na torze. Czy rzeczywiście skandale w żużlu szkodzą? Odpowiedź nie jest taka oczywista. O ile szkodzą wizerunkowi dyscypliny jako takiemu, to dla sponsorów może to być całkiem… atrakcyjne środowisko. Spójrzmy bowiem na to ze strony takiego biznesmena, który, jak ustaliliśmy, jest zainteresowany rozgłosem, a nie dyscypliną.

Na co dzień prawie że nie słyszy o żużlu, a jedyne miejsce, gdzie może zobaczyć swoją reklamę na stadionie żużlowym jest NC+ (lub TV Regionalna). Gdzieś tam w sportowych wiadomościach można ujrzeć podsumowanie kolejki (rzadko), ale to jeszcze nie to. Ale skandal…. to już inny kaliber. Przyjrzyjmy się zeszłorocznemu finałowi – któż nie usłyszał o Unibaksie czy Stelmecie? Cała Polska usłyszała te nazwy w wieczornych wydaniach wiadomości czy też wiadomościach sportowych. Widzowie w całej Polsce zobaczyli urywki meczy, i to dłuższe niż zwykle – a więc i umieszczone na stadionie reklamy. Skandale odbijają się szerokim echem w mediach (nie tylko w TV), co bardzo pasuje wszelkiego rodzaju sponsorom.

Tak pozostając jeszcze w kontekście zeszłorocznego finału – nadal zastanawiam się nad tym, czy nie była to właśnie decyzja marketingowa… tłumaczenia o tym, że to przez brak Golloba absolutnie do mnie nie przemawiają, zaś mityczna już rozmowa R. Karkosika z R. Dowhanem nie została nigdzie udowodniona – choć oczywiście jest możliwe, że była to rozgrywka pomiędzy tymi dwoma panami. Analizując jednak rachunek zysków (??) i strat, dochodzę do wniosku, że jedynym zyskiem R. Karkosika był rozgłos. A czyż nie po to sponsoruje żużel w Toruniu, by wszyscy usłyszeli nazwę Unibax? Odpowiedzcie sobie sami….

Odszedłem w końcu od głównej myśli, czas na szybki powrót. Wiemy już, co mogą zaoferować sponsorowi kluby. Oczywistym jest, że poszukiwanie takich sponsorów nie jest proste – tym bardziej, że klubów nie interesują niskie kwoty. Co jednak sponsor może zaoferować klubowi? Pieniądze, ale także inne dobra materialne czy usługi – busy czy auta dla zawodników, niegdyś zdarzały się silniki, popularne były opony. Możliwości jest mnóstwo, a jedyne co ogranicza strony to… ich wola.

Podsumowując krótko powyższe chciałbym przede wszystkim powiedzieć, że dość mocno spłyciłem temat, chciałem bowiem nakreślić tylko zagadnienie. Cały żużel kręci się wokół pieniędzy, to jasne jak słońce. W dzisiejszym sporcie jednak zarobek nie wynika z wpływu z biletów. Oczywiście, jest to część budżetów, jednakże to właśnie sponsorzy są najważniejszą częścią finansowego zaplecza klubów żużlowych. Trzeba jednak pamiętać, że ze sponsoringiem jest jak z każdym innym biznesem – nie liczy się droga, a efekt/cel uświęca środki (niepotrzebne skreślić). A sponsoruje się dla rozgłosu, nie dla sentymentów czy z miłości do żużla. Tacy jak ci ostatni oczywiście czasami się zdarzają, ale w dzisiejszych czasach naiwnym jest twierdzić, że ktokolwiek robi coś z przyczyn innych, niż chęć zysku…

Kategorie i tagi: Kibice, Liga polska, , , ,