Było głośno, bezrefleksyjnie i bez polotu. Ktoś stwierdził, że „wyrok bez znaczenia dla klubów” więc wszyscy felietoniści, krytycy i autorzy jeden po drugim przyjęli, że orzeczenie sądu w sprawie kibica, który został „potraktowany” szprycą w oko na szczycie trybuny w zasadzie niczego nie zmienia w zasadach bezpieczeństwa czy odpowiedzialności klubów. Bezrefleksyjnie, niemal dogmatycznie przyjęto, że tak będzie, choć tak naprawdę niewiele osób jest w stanie powiedzieć skąd się wzięło to założenie. Kiedy jednak ktoś mówi bezwzględne „tak”, to ja mam chęć powiedzieć „sprawdzam!”, i tak też uczynię w poniższym artykule.

Przypomnijmy na początku sam problem, który powstał w związku z przedmiotową sprawą. Jeden z kibiców podczas zawodów młodzieżowych, najprawdopodobniej na skutek zbiegu nieszczęśliwych okoliczności (co również podkreślił sąd, o czym jednak dalej) został ranny ze względu na kamień, który wydostał się razem ze szprycą spod koła motocyklu żużlowego. Stojący na końcu prostej startowej kibic stał w torze lotu jednego z kamieni, który ranił go w oko, powodując, początkowo, nawet zagrożenie dla wzroku poszkodowanego. Sprawa była więc poważna, a kiedy kibic doszedł do zdrowia – zażądał od Stali Gorzów, a raczej od jej ubezpieczyciela, odszkodowania w wysokości 55 tys. zł.

Początkowo Stal chciała zawrzeć z kibicem ugodę, prawdopodobnie ze względu na obawy o straty wizerunkowe, jednak ubezpieczyciel odmówił wypłaty, w związku z czym kibic skierował sprawę do sądu. Tutaj powstał problem, który stał się pokłosiem nie tylko dla całej sprawy, ale może również stanowić duży problem w kontekście działalności klubów oraz ich współpracy z ubezpieczycielami. Otóż spór w tym przypadku (który z resztą od lat toczy się w doktrynie prawa cywilnego) polegał na tym, iż konieczne stało się rozstrzygnięcie, czy organizator zawodów powinien odpowiadać na zasadzie winy, czy też na zasadzie ryzyka, co budzi znaczące konsekwencje.

Odpowiedzialność na zasadzie winy polega bowiem na tym, że sprawca odpowiada tylko za takie szkody, które są następstwem jego działania, zaniechania (np. niedopełnienia obowiązku zabezpieczenia imprezy) lub rażącego niedbalstwa, niezależnie od tego, czy było to umyślne czy nie umyślne. Z tego założenia wyszedł Sąd Rejonowy w Gorzowie Wielkopolskim, który wskazał, że nie ma prawnych podstaw dla założenia, że organizator ponosi odpowiedzialność na zasadzie ryzyka, w związku z czym konieczne jest wykazanie winy, której się w organizacji zawodów nie dopatrzył. „Nie jest zwykłym następstwem przejazdu motocyklu, że nawierzchnia toru sypie się na tak daleką odległość. Było to nadzwyczajne następstwo, którego nie można było przewidzieć” – wskazywała sędzia orzekająca w sprawie – w związku z czym nie można obarczyć klubu odpowiedzialnością, bo nie sposób wskazać zaniedbań z jego strony. Powództwo oddalono, a powód wniósł apelację.

Sąd Okręgowy w Gorzowie Wielkopolskim natomiast wyszedł z innego założenia. Wskazał, że ustawa o bezpieczeństwie imprez masowych nakłada na organizatora zawodów obowiązki dotyczące środków bezpieczeństwa, i z tego wywiódł, w mojej ocenie słusznie, winę organizatora.

Sąd Okręgowy wskazał, również słusznie, że błędna byłą interpretacja Sądu Rejonowego dotycząca tego, że zdarzenia nie można było przewidzieć. Nie jest bowiem ani przypadkiem, ani też niczym niezwykłym fakt, że spod koła motocykla wydobywa się „szpryca”, w związku z czym obowiązkiem organizatora, wynikającym z ustawy o organizacji imprez masowych, jest zabezpieczyć uczestników imprezy przed ewentualnymi następstwami takich zdarzeń. Inaczej by wyglądała sprawa np. w przypadku, gdyby po słynnym upadku Taia Woffindena w Toruniu kierownica, która poleciała w trybuny, skrzywdziła któregoś z kibiców. Złamanie się ramy podczas biegu nie jest zjawiskiem normalnym podczas zawodów żużlowych, w przeciwieństwie do „szprycy”. Sąd Okręgowy ostatecznie zasądził na rzecz pokrzywdzonego 40 500 zł + odsetki na rzecz pokrzywdzonego.

Do tego miejsca sprawa jest oczywista, jednak dziwi fakt, że większość portali branżowych przyjęła, że orzeczenie to niczego nie zmienia, ponieważ jest dokładnie odwrotnie. Na przełomowy dla dyscypliny charakter tego orzeczenia zwracają nawet uwagę prawnicy niezwiązani zupełnie z branżą żużlową (np. mec. Dr M. Dróżdż). Jakie to mogą być skutki?

Podzieliłbym je na dwie, choć połączone ze sobą grupy. Pierwsza z nich dotyczy samego klubu i organizowanych przez niego zawodów. Orzeczenie, które zapadło w „sprawie Gorzowskiej” sprawia, że zdecydowanie łatwiej będzie w przyszłości wskazać podmiot odpowiedzialny za szkodę. W konsekwencji organizator będzie zmuszony w jeszcze większym stopniu zadbać o bezpieczeństwo kibiców na stadionach – być może konieczne będzie wdrożenie specjalnych rozwiązań technologicznych (na których absolutnie się nie znam) związanych z zmniejszaniem „szprycy”, jej kierunkowaniem lub uniemożliwieniem jej lotu w trybuny. Dr Dróżdż stawia tezę jeszcze dalszą – być może kluby będą zmuszone do przebudowania stadionów lub zamknięcia dolnych sektorów (zwłaszcza na starszych konstrukcjach) które regularnie są zasypywane szprycami spod kół zawodników. Idąc dalej tym tropem – kluby będą zmuszone zastanowić się nad tym, w jaki sposób chronią kibiców przed innymi czynnikami charakterystycznymi dla dyscypliny, które mogą spowodować szkody wśród uczestników imprezy – nie tylko kibiców. Można sobie wyobrazić np. motocykl który po upadku zawodnika wjeżdża w stojącego na murawie stadionu fotografa, zawodnika, który „przelatuje” przez bandę w wyniku upadku, i spada na stojącego tam reportera czy pracownika zabezpieczającego imprezę masową doprowadzając do uszkodzeń jego ciała…

Druga grupa konsekwencji, kto wie, czy nie bliższych klubom, dotyczy relacji pomiędzy klubem a ubezpieczycielem imprezy masowej. Po pierwsze – orzeczenie tego rodzaju może doprowadzić do wzrostu ceny składki ze względu na większe ryzyko zakładu ubezpieczeń. To oczywiste – wysokość składki zawsze jest kalkulacją ryzyka, skoro więc pojawił się problem większej niż się dotąd wydawało odpowiedzialności klubu – to ubezpieczyciele mogą takową składkę podnieść. Ze względu zaś na powszechność zjawiska takowej szprycy lecącej w trybuny – może się okazać, że wzrosty będą spore. Po drugie – ubezpieczyciele najprawdopodobniej zaczną się zabezpieczać przed tego rodzaju wypadkami i odpowiedzialnością. W umowach ubezpieczenia najpewniej pojawią się (jeśli już się nie pojawiły) klauzule dotyczące wyłączenia spod ochrony ubezpieczeniowej przypadków szkód, które powstały w wyniku niedostatecznego zabezpieczenia imprezy masowej. To zaś nieuchronnie prowadzi nas do konkluzji, która dotyczyła już pierwszej grupy – ubezpieczyciel będzie wymagał odpowiednich środków zabezpieczenia, w przeciwnym wypadku nie pokryje kwoty odszkodowania.

Czy więc można założyć, że orzeczenie w sprawie Gorzowskiego kibica niczego nie zmieni? To pytanie pozostawiam Tobie, drogi czytelniku, do samodzielnego rozważenia. Nie ulega jednak wątpliwości, że zarówno przepisy prawa, jak i tak skonstruowane orzeczenie sądu wskazuje na to, że przed działaczami stawia się wyzwanie ciągłego doskonalenia. To rolą klubu jest tak zabezpieczyć imprezę masową, jaką są zawody żużlowe, by kibice mogli bezpiecznie śledzić poczynania swoich ulubieńców. Dlatego też ja absolutnie się nie zgodzę z tym, że nie zmieni się nic – powiem więcej – być może zmieni się wszystko.

Kategorie i tagi: Kibice, Liga polska,