W dzisiejszym artykule chciałbym poświęcić trochę czasu dziennikarzom pewnego ogólnopolskiego portalu sportowego, którzy korzystając z zakończenia sezonu ligowego w Polsce prześcigają się w dopasowywaniu poszczególnych zawodników do zespołów ekstraligowych. Często te spekulacje transferowe nie mają żadnego pokrycia w rzeczywistości, jednak zasada „nie znam się, to się nie wypowiadam” zdaje się nie działać na takich osobników.

 

Zacznę od pierwszego z brzegu przykładu, a jest nim historia młodego Australijczyka – Maxa Fricke. Pewien dziennikarz rozpisywał się o niemal pewnym odejściu Fricke`a z rybnickiego klubu, bowiem młody Australijczyk miał być kuszony intratnymi propozycjami transferowymi. Rozpoczęło się od spekulacji na temat domniemanej oferty klubu z Wrocławia, który podobno miał zaoferować „Kangurowi” dwukrotnie lepszą propozycję niż jego dotychczasowy klub. Czy faktycznie zaoferował? Tego niestety nie wiemy, podobnie jak dziennikarz, który pisał te rewelacje.

 

Następne „rewelacje” ów „dziennikarzy” donosiły, iż bliskim przenosin na Śląsk jest Siergiej Łogaczow, który w zespole ma zastąpić właśnie Maxa Fricke, który z dużą dozą prawdopodobieństwa skusi się na propozycję Sparty Wrocław. Jeszcze przed samym końcem transferowej sagi z Australijczykiem, redaktor zaproszony do stacji nc+ przekonywał nas, że ten jest już jedną nogą w Sparcie Wrocław. Skończyło się tak, że Max Fricke w minioną niedzielę podpisał kontrakt w Rybniku, a pan super-dziennikarz się ośmieszył. Jak zawsze. Oczywiście była próba ratowania poprzednich rewelacji, starając się przekonać nas, że źródłem rewelacji o wrocławskiej propozycji dla żużlowca byli… działacze ROW-u Rybnik. No tak, prezes Krzysztof Mrozek wziął telefon, zadzwonił do dziennikarza i pożalił się, że źli wrocławianie chcą mu podkupić zawodnika. Wystarczy poczytać komentarze pod artykułem, żeby przekonać się jak szybko opinia publiczna rozprawiła się z tym tokiem rozumowania.

 

Co najśmieszniejsze, sam redaktor napisał o tym, że wrocławianie nie składali Maxowi żadnej oferty w ostatnim czasie. Na twitterze doskonale całą sytuację podsumował Tomasz Suskiewicz, który dziennikarskie doniesienia na temat rzekomej propozycji z Wrocławia określił jako słabe, a także podkreślił, iż nie jest to pierwszy tego typu błąd dziennikarza, który był źródłem doniesień.

 

Niestety, obserwując ten ogólnopolski portal sportowy, którego dziennikarze są tematem artykułu, łatwo można się przekonać, że kolejna kula w transferowym płocie nie zrobiła na nich większego wrażenia. Taktyka tych dziennikarzy polega na dopasowywaniu zawodników, którzy nie podpisali jeszcze kontraktu do każdego możliwego klubu, najlepiej z tytułem „Pedersen w Rybniku?”, aby zaliczyć jak największą liczbę wyświetleń. Po tygodniu lub dwóch można przecież napisać newsa z tytułem „Pedersen w Gorzowie?” i tak w kółko i tak w kółko, aż zawodnik nie podpisze gdzieś kontraktu. Wtedy będzie można wszystkim ogłosić, że racja była po ich stronie, bo przecież zawodnik podpisał w tym klubie, o którym pisali w artykule.

 

Na sam koniec chciałem pogratulować prezesowi Krzysztofowi Mrozkowi kolejnego razu, kiedy wywiódł w pole „dziennikarzy” i podpisał z Maxem Fricke dwuletni kontrakt, który był dograny na długo przed wszystkimi spekulacjami. Dziwi mnie ponadto fakt, że tak marnych dziennikarzy dalej zaprasza się do stacji nc+, aby mogli się podzielić swoimi „rewelacjami”.

Kategorie i tagi: Liga polska, , , , , , , ,