Grzegorz Walasek, Sebastian Ułamek czy prawdopodobnie Tomasz Gapiński to tylko niektóre z powszechnie znanych nazwisk, które ostatnimi czasy „przewinęły” się przez media w kontekście zagadnienia tzw. kontraktu warszawskiego. Da się jednak zauważyć tendencję, iż bardzo często powtarzane jest to sformułowanie, jednak rzadko kiedy spotyka się wyjaśnienie problemu tego, czym w ogóle kontrakt warszawski jest. Postanowiłem podjąć się tego z pozoru prostego zadania.

Historia warszawskiego kontraktu sięga bardzo daleko w przeszłość i w zasadzie ciężko jest dziś znaleźć jakiekolwiek materiały dotyczące genezy tego zjawiska. Moja niezawodna, dziennikarska intuicja podpowiada mi jednak, że należałoby wrócić aż do czasów istnienia żużla w stolicy, ale nie mam pojęcia skąd się to przeczucie bierze (ktoś podpowie?). Dlatego, zamiast bawić się w semantykę, przejdę od razu do rzeczy.

Każdy z kibiców żużla, który śledzi składy drużyn na różnych szczeblach rozgrywek, z pewnością intuicyjnie jest w stanie wskazać na czym polega kontrakt warszawski, jednak wydaje się, że intuicja podpowiada nie do końca słuszne rozwiązania. Pozwoliłem sobie przeprowadzić małą ankietę, z której wynikło, iż około 60% twierdzi, iż jest to „kontrakt bez zobowiązań”. „Coś” w tym jest, jednak nie jest to do końca prawda. Wynika to m.in. z kwestii tego, że umowa z zasady jakieś zobowiązania musi posiadać oraz z obowiązującego w sporcie żużlowym wzorca kontraktu. Nie mniej jednak w pewnym zakresie „kontrakt bez zobowiązań” to dobre sformułowanie – klub bowiem nie ma względem zawodnika obowiązku wypłacenia mu wynagrodzenia „z góry”. Nie ma również, oczywiście, mowy o gwarancji startów, jednak takich gwarancji nie wolno zawierać w żadnym kontrakcie.

Nie oznacza to jednak, iż w klasycznym kontrakcie warszawskim strony nie mają wobec siebie żadnych obowiązków, bowiem taka umowa byłaby po prostu bezsensowna. Klub, z tytułu zawarcia takiego kontraktu musi dokonać wszelkich obowiązków zgłoszeniowych etc. dokładnie tak, jak to czyni z każdym innym zawodnikiem na „zwykłym” kontrakcie. Ponadto klub i zawodnik są od momentu podpisania porozumienia związani nie tylko jego treścią, ale także regulaminem przynależności klubowej – co może być bardzo istotne zwłaszcza przy rozpatrywaniu poszczególnych sporów.

Jakie więc obowiązki ciążą na stronach kontraktu warszawskiego? Przede wszystkim na klubie spoczywa zobowiązanie do zgłoszenia i uzyskania potwierdzenia do startów takiego zawodnika. Od momentu zgłoszenia zawodnik staje się pełnoprawnym członkiem drużyny, niezależnie od treści kontraktu. W takim wypadku klub musi oczywiście ponieść wszystkie koszta zgłoszeniowe, określone w art. 211 regulaminu przynależności klubowej i zadbać o dochowanie wszystkich terminów (za nieterminowe zgłoszenie, skutkujące brakiem możliwości startów lub wypożyczenia danego zawodnika klub może odpowiadać odszkodowawczo na drodze cywilnoprawnej). Zawodnik natomiast nie może podpisać kolejnego kontraktu w polskiej lidze, może zobowiązać się do udostępnienia określonej powierzchni reklamowej klubowi, musi również go poinformować o zawarciu kontraktów w ligach zagranicznych. Ponadto zgodnie z zapisami zbioru zasad regulujących stosunki pomiędzy zawodnikiem i klubem obie strony posiadają odpowiednie prawa i obowiązki, jednak nie ma sensu ich tutaj wymieniać. Warto jednak zwrócić uwagę na to, iż przepisy nie kwalifikują w tym kontekście zawodników na „tych na warszawskim i tych normalnych”.

No tak, ktoś zapyta, to czym w sumie jest ten kontrakt warszawski, skoro 99% obowiązków się pokrywa? Jaka motywacja kieruje stronami przy jego zawieraniu? Odpowiedź jest oczywista – chodzi o pieniądze, klub, motywację, sławę, kobiety… .wrrrrrróć!

Klub zawierając kontrakt warszawski nie ustala wynagrodzenia „z góry”, co ma dwa podstawowe skutki – z jednej strony ma zawodnika, który będzie musiał walczyć o skład i o punkty na torze, a z drugiej strony będzie to raczej zawodnik rezerwowy. Przykład takiej sytuacji mamy w Toruniu – pomimo tego, że Grzegorz Walasek to solidne wzmocnienie polskiej formacji seniorskiej, to prawdopodobnie będzie tylko rezerwowym. Wynika to z tego, że dla klubu zakontraktowanie zawodnika i zapłacenie mu z góry określonej kwoty na przygotowanie do sezonu po to, by „posadzić” go na ławce rezerwowych jest zwyczajnie bezsensowne i nieekonomiczne.

Z drugiej strony mamy zawodnika, który również odnosi szereg korzyści z takiego rozwiązania. Jest to oczywiście plan B, a może nawet C, każdego z nich, jednak jest to wyjście rozsądne dla tych, którym nie udało się zdobyć „normalnego” kontraktu. Nie dostaje pieniędzy na przygotowanie do sezonu, więc jest to nieco utrudnione zwłaszcza w przypadku zawodników młodszych lub mniej znanych, jednak ma możliwość uczestniczenia w obozach przygotowawczych, treningach, klub może mu udostępnić tor do ćwiczeń etc. Jest więc w zdecydowanie bardziej komfortowej sytuacji od innych, którzy muszą działać na własną rękę.

Oprócz tego istnieje jeszcze jedna, piekielnie ważna, jeśli nie najważniejsza korzyść z zawarcia kontraktu warszawskiego. Jest nią oczywiście wydłużenie czasu na poszukiwanie nowego klubu ponad to, co oferuje okno transferowe ze względu na możliwość wypożyczenia. Jest ona nieograniczona w czasie, więc umowa może zostać zawarta poza okresem transferowym, co ma niebagatelne znaczenie dla zawodników. Jest jednak pewien haczyk, który może wykorzystać sam klub, a który może mieć znaczenie jeszcze w najbliższym sezonie. W przypadku bowiem wypożyczenia zawodnika na tyle silnego, by w równoległej klasie rozgrywkowej zdobywał solidne punkty dla jednego z przeciwników – możliwe jest zastrzeżenie o tym, iż niemożliwa jest jazda zawodnika wypożyczonego przeciwko macierzystemu klubowi. Klasyczne osłabienie przeciwnika.

Podsumowując więc należy stwierdzić, iż zbyt daleko idące jest stwierdzenie, iż tzw. kontrakt warszawski to porozumienie bez zobowiązań czy też kwalifikowanie tegoż jako oddzielnej kategorii umowy. Tak naprawdę jest to zwyczajny kontrakt w sporcie żużlowym, bowiem przepisy nie dokonują żadnej kwalifikacji i nie przewidują żadnych wyjątków. Jedyne, co różni go od „zwyczajnych” umów pomiędzy klubem a zawodnikiem, to brak wynagrodzenia płatnego „z góry” przed sezonem oraz, być może (choć nie zawsze) wola stron do ewentualnego dalszego wypożyczenia, która jednak nie jest i nie może być wyszczególniona w samym kontrakcie. Nie oznacza to jednak, iż zawodnik nie może otrzymywać żadnych innych korzyści przed sezonem, bowiem ważne jest przepracowanie sezonu przygotowawczego z drużyną. Zawodnik na kontrakcie warszawskim jest bowiem pełnoprawnym, normalnym członkiem ekipy, i jako taki ma dokładnie takie same prawa i obowiązki jak reszta drużyny.

Kategorie i tagi: Liga polska, Regulaminowo,