Dwaj chłopcy: trzynastoletni Piotrek Świercz i o rok starszy Mateusz Gzyl. Łączy ich wspólna pasja – motocykle. Mają też wspólnego trenera i ten sam klub. Są młodymi żużlowcami. Ścigają się na mini torach. Są już wicemistrzami Polski w parach i drużynie. Są pracowici i skromni. Robią to, co kochają. Ktoś zapyta: żużel? W tym wieku? Tak!

A rozmowa z nimi utwierdza w przekonaniu, że swoją życiową pasję można zdefiniować całkiem wcześnie. Piotr zaczynał od motocrossu. Był już nawet mistrzem Małopolski, odnosił liczne sukcesy. Brat Piotra też czynnie uprawiał tę dyscyplinę. Nie ma ona jednak świetlanej przyszłości w naszym kraju, więc chłopak postanowił przejść na mini żużel. Rozmawiam z tatą. Słychać, że pana Marka rozpiera duma, dzielnie wspiera syna we wszystkim i przyznaje, że sam ciągle się uczy, bo dla niego mimo motorowych zainteresowań, które ma od lat, sam żużel jest nowością. Przygoda syna zaczęła się od motocrossu. Ale zostawiliśmy ten sport. Później usłyszałem o mini żużlu. Piotrkowi bardzo się to spodobało. Powiedział mi, że chce jeździć. Starszy syn już się aż tak nie zachwycił, więc nic na siłę – komentuje. Sezon zakończony z tak dobrym wynikiem potwierdza, że Piotr wybrał dobry kierunek. W poprzednim roku jeszcze dzielił żużel z występami na motocrossie. W zakończonym sezonie skupił się już tylko na jeździe w lewo. Nikt nie zaprzeczy – przyniosło to znakomite efekty. Młody zawodnik wywalczył wiele cennych punktów, które dały chłopcom drugie miejsce w klasyfikacji generalnej Drużynowych Mistrzostw Polski na mini żużlu, a kolejne srebrne krążki w Pucharze Polski Par Klubowych. Poza tym bochnianin stawał na podium zawodów indywidualnych. Wspieram syna zarówno finansowo, jak i duchowo. Zawsze jestem z nim na torze. Było tak od najmłodszych lat. Piotrek żyje tym sportem. Można powiedzieć, że ma to we krwi. Na motocyklach jeździ od czwartego roku życia – dodaje tata młodego żużlowca. Na kontuzje pan Marek patrzy po prostu jak na ryzyko związane ze sportami motorowymi: w końcu w naszej rodzinie motocykle są od lat. A co na to Mateusz? Mój tato jeździł w szkółce żużlowej. Później musiał z tej pasji zrezygnować, bo trzeba było odbyć służbę wojskową. Ja od lat interesuję się motoryzacją. Na żużel zaczynałem chodzić jeszcze jako mały chłopiec. Mateusz się po prostu wciągnął – mówi z kolei pan Tomasz Gzyl, tata czternastoletniego żużlowca, który również reprezentował Jaskółki w ogólnopolskich zawodach w ubiegłorocznym sezonie. Po prostu poszedłem na zawody z tatą. Bardzo mi się spodobało. Dowiedziałem się o szkółce i zapisałem na treningi – wtóruje mu Mateusz. Pan Tomasz również wspiera syna na każdy z możliwych sposobów; własną pracą, siłą, motywacją, i oczywiście także finansowo. W porządku, ale sport to przecież często rezygnacja z tego, co właśnie robią koledzy – zabawy, pójścia do kina, bo akurat trening, gier komputerowych. Jak to pogodzić? Nasi młodzi bohaterowie są bardzo zmotywowani i zgodnie podkreślają, że muszą bardzo dużo ćwiczyć, pracować nad własną dyscypliną, uważać na to, co jedzą, a rezygnacja z wyjścia z kolegami nie jest aż taka trudna. Szacunek! Chłopcy naprawdę mi zaimponowali. Taki wiek i już takie podejście… achhh, czuć w powietrzu zapach przyszłych sukcesów. Dobrze, lećmy dalej. Ale dlaczego ten żużel? Co takiego w nim jest, co sprawia, że ci młodzi chłopcy wsiadają na motocykl i zaczynają ciężko trenować? Dla Piotra to adrenalina, nieprzewidywalność – w końcu nie wiemy przecież jak ułoży się bieg. Nie boisz się? - pytam. Nie. Z roku na rok strach mija - odpowiada Piotr. Rywalizacja to moja ulubiona strona żużla, a on sam jest moją pasją – mówi z kolei Mateusz. Poprzedni sezon był dla mnie bardzo udany, kosztował mnie dużo pracy, ale myślę, że ten, który nadchodzi będzie o wiele lepszy – komentuje Piotr.  Mateusz też jest mocno zmotywowany sezonem. Cieszy się, że mógł startować w zawodach na torach całej Polski. Kolejny sezon będzie dla niego bardzo ważny, przechodzi na duży tor, ten prawdziwy, dla zawodowców. Jego marzeniem jest licencja, którą chciałby zdać już za dwa lata. Proste? Bardzo. Chłopcy udowadniają, że w życiu trzeba realizować pasje i nie rezygnować z marzeń.

Pytam jeszcze o trenera. Bo to przecież on staje się przewodnikiem na drogach przygody z dyscypliną, a później mentorem w zawodowej jeździe. Co słyszę? Jest bardzo wymagający, czasem trochę surowy. Nie zawsze musisz rozumieć jego decyzje, ale w rezultacie i tak widzisz, że ma rację. Ufamy mu. Cieszę się, że mój syn ma takiego trenera – mówi pan Marek Świercz. Ja jestem bardzo zadowolony. Jego pracę oceniam bardzo dobrze. To po prostu super gość. Bardzo mu dziękuję! – słyszę z kolei od taty Mateusza. A co na to sam zainteresowany? To świetni chłopcy. Są pracowici, ambitni, sumienni. Wiedzą, czego chcą, ale i jest w nich pokora do tego, co robią. A to bardzo ważne – kończy Mirek Cierniak.

Cóż, pozostaje nam tylko trzymać kciuki za Mateusza, Piotrka, za Mirka Cierniaka i UKS Jaskółki. Oby młodzi adepci mogli się spełniać w żużlowej pasji, którą w sobie odkryli.

unnamedFot. archiwum prywatne M.Cierniaka

Ale to nie koniec mojej przygody z mini żużlem… niedługo zapraszam na kolejny artykuł w tej serii. Zagłębię się wtedy bardziej w tegoroczne sukcesy młodych tarnowian, przygotowania do przyszłorocznych i wezmę na spytki aktualnego mistrza Polski na mini żużlu.

 

 

Kategorie i tagi: Kibice, Liga polska, , , , , ,