Nie tak dawno w swoim tekście poruszyłem kwestię wychowanków, którzy często przez żużlowych działaczy są traktowani jak zawodnicy gorszej jakości od ich zagranicznych odpowiedników, nawet wtedy kiedy sportowo wcale od nich nie odstępują. Dzisiaj chciałbym pochylić się nad młodszymi żużlowcami, rozpoczynającymi swoje kariery w macierzystych klubach.

Ileż to razy słyszymy od żużlowych działaczy, że ich klub stawia na juniorów, których będzie szkolił, a także zapewni odpowiedni sprzęt i warunki dla rozwoju najmłodszych adeptów żużlowej szkółki. Jak jest w rzeczywistości, możemy przekonać się w trakcie zawodów młodzieżowych, kiedy niedoświadczeni zawodnicy walczą ze sobą na rozsypującym się sprzęcie i czasami rywalizacja sprowadza się do tego czyj silnik rozsypie się później niż przeciwnika.

 Przykładem może być sytuacja Michała Gruchalskiego z półfinału Brązowego Kasku w Świętochłowicach, podczas którego młody zawodnik częstochowskiego Włókniarza zmagał się z ogromnymi problemami sprzętowymi. Przypomnijmy, że zawodnik stracił jeden ze swoich silników podczas Turnieju Zaplecza Kadry Juniorów w Lublinie, który odbywał się kilka dni przed świętochłowickim półfinałem. Pech nie opuścił go także w trakcie eliminacji Brązowego Kasku, bowiem w swoim trzecim starcie młody zawodnik na skutek defektu stracił kolejny silnik. Kolejny raz z sprzęt zawiódł go w ostatnim wyścigu zawodów, w efekcie czego Gruchalski nie miał na czym wystartować w wyścigu dodatkowym o miejsce rezerwowego w finale Brązowego Kasku. Na szczęście z pomocą ruszył zajmujący sąsiedni boks Sebastian Niedźwiedź, podstawiając jeden ze swoich motocykli. Warto w tym miejscu podkreślić piękne zachowanie młodzieżowca zielonogórskiego toru, gdyż z pewnością nie każdego zawodnika stać na taki gest wobec rywala z toru.

 Ja jednak zastanawiam się jakim sprzętem dysponuje Michał Gruchalski, skoro zdążył się on rozsypać w ciągu dwóch imprez młodzieżowych. Czy klub, który zatrudnia dość pokaźną liczbę zawodników, nie ma wystarczających funduszy, aby wyposażyć swoją formację juniorską w sprzęt pozwalający na ukończenie zawodów? Nie wspominając już o skutecznej rywalizacji.

 Niepokojące wieści napływają także z Bydgoszczy, gdzie Władysław Gollob zamierza ostro rozprawić się z dwójką miejscowych żużlowców – Patrykiem Sitarkiem i Damianem Stalkowskim. Zdaniem właściciela Polonii, wyżej wymieniona dwójka lekceważyła obowiązki zawodnicze, co miało się objawiać brakiem dbałości o sprzęt a także opuszczaniem treningów, które (zdaniem pana Władysława) nie są organizowane dla Kudriaszowa, ale dla „nędznie jeżdżących zawodników”. Następnie nieomylny pan Władysław w swojej wypowiedzi podkreślił, że Polonia wywiązała się w 100% ze swoich zobowiązań w stosunku do zawodników i nie ma do swojej postawy żadnych zastrzeżeń, zaś Damian Stalkowski został określony jako nieporozumienie, stracony czas i pieniądze.

 Zupełnie inaczej sytuację zobrazował Marcin Stalkowski, ojciec Damiana. Jego zdaniem, Władysław Gollob przed sezonem obiecał pomoc finansową w kwocie 500 złotych, którą klub miał wspomagać każdorazowy remont silnika. Niestety, na jednorazowej pomocy w wysokości 400 złotych współpraca z klubem się zakończyła, a młodzi żużlowcy są zmuszeni do jazdy na starym sprzęcie. Dodał, że w klubie brakuje także podstawowych akcesoriów, takich jak opony czy oleje i juniorzy zaczynają mieć tego wszystkiego zwyczajnie dosyć.

 Sam niedawno miałem okazję zobaczyć w akcji Tomasza Orwata, jednego z młodych zawodników Polonii Bydgoszcz w trakcie rozgrywek MDMP i z przykrością muszę stwierdzić, że jego jazda wyglądała tak, jakby startował na sprzęcie z 1997 roku, którego w dodatku nie udało się uratować przed powodziową falą. Wśród bydgoskich juniorów na przeciwległym biegunie od początku sezonu znajduje się jedynie Oskar Ajtner-Gollob, po którym kompletnie nie widać śladu jakichkolwiek kłopotów sprzętowych. Być może jest to dowód na to, że syndrom rozpieszczania wnuków nie ominął nawet sportu żużlowego…

 Warto podkreślić, że powyższe przykłady są tylko niewielkim odsetkiem tego co naprawdę dzieje się w wielu drużynach, gdzie prezesi przeznaczając grosze na rozwój juniorów, jednocześnie płacą ogromne pieniądze zawodnikom z krajowej i światowej czołówki.  Zatem drodzy sternicy i działacze klubów żużlowych, zanim znów zaczniecie zapewniać o „stawianiu na juniorów”, zastanówcie się czy ktokolwiek jeszcze jest na tyle naiwny, aby w te zapewnienia uwierzyć.

Kategorie i tagi: Liga polska, ,