Zwycięstwem reprezentanta Australii Jasona Doyla zakończył turniej o Grand Prix Polski w Gorzowie Wielkopolskim – VII eliminacja indywidualnych mistrzostw świata. Były to szóste zawody tej rangi w mieście nad Wartą. Doyle wyprzedził Brytyjczyka Taia Woffindena, drugiego z „Kangurów” Chrisa Holdera oraz wielką nadzieję polskiego żużla Bartosza Zmarzlika. Tym samym nie było powtórki sprzed dwóch lat, czyli zwycięstwa juniora gorzowskiej Stali, choć Zmarzlik w wielkim stylu uzyskał awans do finału pewnie wygrywając bieg półfinałowy. Był za to replay sprzed roku, czyli miejsce tuż za podium wychowanka Stali.

 Ubiegłoroczny turniej odbywał się pod hasłem pożegnania z cyklem Grand Prix. Na szczęście miasto Gorzów Wlkp. podpisało z brytyjską firmą BSI umowę na organizację turniejów żużlowej Grand Prix w kolejnych latach 2016-18 i zawodów Drużynowego Pucharu Świata w 2019 roku. Był to początek kolejnego, trzyletniego cyklu zmagań o tytuł najlepszego zawodnika globu w tym zasłużonym mieście dla polskiego żużla. Impreza okazała się bardzo udana, ponieważ zawody cieszyły się ogromnym zainteresowaniem sympatyków czarnego sportu, a bilety na miejsca numerowane skończyły się już na kilka dni przed turniejem. Ostatecznie gorzowską rundę Grand Prix obejrzał na żywo nadkomplet blisko 17 000 kibiców.

MIB Nordic Gorzów FIM Speedway Grand Prix Polski była bardzo udana nie tylko pod względem organizacyjnym, ale także sportowym. Na bardzo dobrze przygotowanym i lekko przyczepnym torze było dużo walki oraz wiele wyprzedzeń na dystansie, a na takiej nawierzchni najlepiej radzili sobie zawodnicy z czołówki cyklu. W początkowej fazie zawodów żużlowcy uzyskiwali bardzo dobre czasy poniżej 60 sekund. Najszybciej cztery okrążenia toru na stadionie im. Edwarda Jancarza pokonał Tai Woffinden w wyścigu trzecim w czasie 59,43 sek. Pod koniec drugiej serii zawodnicy uzyskiwali już czasy w granicach 60 sekund. Gdy tor odsypał się i na wewnętrznej jego części pojawiło się twarde podłoże z biegu na bieg czasy uzyskiwane przez zwycięzców kolejnych odsłon były słabsze i pod koniec zawodów gorsze od rekordu toru o ponad 4 sekundy.

W takich okolicznościach najlepszym z Polaków był Bartosz Zmarzlik, który doskonale zna tajemnice gorzowskiego toru. Junior Stali po dwóch efektownych zwycięstwach w 11 odsłonie dnia stoczył kapitalną i zwycięską walkę o drugą pozycję z Gregiem Hancockiem. Daleko z przodu był już Krzysztof Kasprzak. W 14 wyścigu kibice byli świadkami jednej z kontrowersyjnych decyzji sędziego, bowiem ciasno w drugi wiraż wjechali Zmarzlik i Niels Kristian Iversen. Bliżej krawężnika jechał gorzowski junior, który zdaniem arbitra spowodował upadek Duńczyka i został wykluczony z kolejnego podejścia. Na powtórkach telewizyjnych trudno było jednak dostrzec kontakt między tymi zawodnikami. Na szczęście opisana sytuacja nie zdeprymowała wielkiej nadziei polskiego żużla i Zmarzlik w imponującym stylu wygrał kolejny swój wyścig, a następnie bieg półfinałowy. Niestety w finale po znakomitej walce na dystansie „F16” przyjechał na końcu stawki zajmując czwarte, najgorsze miejsce dla sportowca. Tym samym powtórzył wyczyn z ubiegłego roku, kiedy startując z „dziką kartą” w Grand Prix w Gorzowie też uplasował się tuż za podium.

Niezły występ na stadionie im. Edwarda Jancarza zaliczył również inny nasz reprezentant młodego pokolenia Piotr Pawlicki, który po trzecim miejscu w pierwszym swoim starcie później wygrał trzy wyścigi z rzędu. Niestety w ostatnim biegu rundy zasadniczej zanotował groźnie wyglądający upadek, w wyniku którego „nie odnalazł” się już w wyścigu półfinałowym przyjeżdżając na końcu stawki.

Występ nieco poniżej swoich możliwości zanotował Maciej Janowski, który do tej pory bardzo dobrze spisywał się w całym cyklu i zajmował wysoką lokatę w klasyfikacji generalnej. Jedno zwycięstwo biegowe, trzy trzecie lokaty oraz ostatecznie 10 miejsce w turnieju to trochę poniżej oczekiwań młodego wrocławianina.

Należy także wspomnieć o występie byłego wicemistrza świata, a w ostatnią sobotę sierpnia zawodnika z „dziką kartą”, czyli Krzysztoka Kasprzaka. Wychowanek Unii Leszno rozpoczął zmagania od zera, ale w kolejnych trzech wyścigach zgromadził na swoim koncie siedem „oczek”. Niestety ogromny pech w ostatnim swoim starcie przeszkodził zawodnikowi gorzowskiej Stali w awansie do półfinału. W 18 odsłonie dnia po zapaleniu zielonego światła zdefektował motocykl Kasprzaka. W tym samym momencie taśmy dotknął Peter Kildemand. Kibice byli przekonani, że sędzia wykluczy Duńczyka. Jednak decyzją arbitra w powtórce nie wystąpili zarówno Polak jak i Kildemand.

W trakcie turnieju doszło do jednego, groźnego wypadku z udziałem Piotra Pawlickiego. Na szczęście młody Polak o własnych siłach opuścił tor i mógł wystartować w biegi półfinałowym.

 Szkoda tylko, że przed Grand Prix Polski w Gorzowie z udziału w całym cyklu do końca sezonu zrezygnował Jarosław Hampel, który po ubiegłorocznym wypadku w Gnieźnie i bardzo poważnej kontuzji złamania kości udowej dopiero wrócił na tor. W miniony czwartek zanotował bardzo udany występ w meczu ligowym na torze w Zielonej Górze.

Na zakończenie należy wspomnieć o wspaniałych, polskich kibicach, którzy w nadkomplecie stawili się na stadionie im. Edwarda Jancarza i stworzyli niezapomnianą atmosferę, a na osłodę zabrakło tylko miejsca na podium jednego z Polaków. Następne Grand Prix w mieście nad Wartą już za rok…

 

 

 

Kategorie i tagi: SGP/DPS/SEC, , , , , ,