Pamiętam, jak jeszcze w szkole podstawowej uczono mnie o starożytności. Mówiono mi o pięknej idei demokracji ateńskiej, niezwykłych umiejętnościach abordażu żołnierzy z Cesarstwa Rzymskiego czy wpływie nauk Jezusa z Nazaretu na kulturę romańską. Pokazywano mi także mapy, informujące o ogromnym zasięgu największych potęg w historii świata. Mimo to, jak doskonale wiemy, po pewnym czasie każde z nich upadało.

Powody były różne – z reguły chodziło o najazdy społeczeństw z zewnątrz, które wykorzystywały przestarzałe instrumenty walki i władzy, by przejąć panowanie nad określonym terenem. Nie inaczej stało się w żużlowym światku. Na naszych oczach umiera potęga brytyjskiego speedwaya.

Sytuację obecnie występującą na wyspach znamy chyba wszyscy. Po latach dominacji i rządów absolutnych przyszedł okres regresu. Olbrzymiego regresu. W zasadzie z każdym dniem żużel za kanałem La Manche jest bliższy honorowej mogiły na Highgate Cemetery obok Charlesa Dickensa i Karola Marksa. Dodatkową pomocą w przedwczesnej śmierci jest także ograniczenie lig zawodnikom startującym w PGE Ekstralidze, o czym pisałem jakiś czas temu, a niedawno mówił Alun Rossiter.

Chcąc utrzymać się na powierzchni, władze speedwaya w Zjednoczonym Królestwie postanowiły wprowadzić zmiany, w ich mniemaniu potrzebne. Nie muszę jednak przypominać co Ci sami ludzie chcieli wprowadzić jeszcze dwa lata temu. Na całe szczęście zakaz przygotowywania koleiny na polu startowym został w porę odrzuconym i nie doszło do kolejnego ośmieszenia czarnego sportu w kraju założycieli (biorąc pod uwagę jedynie stary kontynent).

Co więc tym razem Panowie w garniturach wymyślili? Przede wszystkim zmienili nazwę. Tak, tę nazwę, która od wielu lat funkcjonowała w umysłach kibiców jako ostatni bastion brytyjskiego żużla. Elite League zostało przemianowane na Premiership, a Premier League na Championship. Być może na samych wyspach jest to dobry ruch marketingowy (nazwy identyczne jak w przypadku piłki kopanej), lecz w środowisku żużlowym taki rebranding został odebrany dość chłodno. Z resztą, specjalnie się temu nie dziwię.

Co ciekawe, po kilku latach ścigania za żelazną kurtyną, w końcu otwarto ligi. Co za tym idzie walka nie będzie toczyła się tylko o play-offy, ale także o utrzymanie. Niestety, pojawia się jedno ale. Bardzo boję się o zespoły, które tracąc dotację od Sky w ramach prawa do transmisji spotkań, po prostu nie wytrzymają finansowo. Przykład młotów z Lakeside, Pszczółek z Coventry czy nawet finalistów ligi z Manchesteru pokazuje jasno, że kłopoty finansowe dotykają nawet tych, którzy wydają się być najbogatsi.

Jeśli chodzi o samo rozgrywanie meczów, bardzo się cieszę na konieczność wystawienia co najmniej jednego zawodnika krajowego do lat 21, ze średnią powyżej 3.0. Liczę, że przyniesie to odpowiednie efekty.

Jako fan ligi Brytyjskiej, bardzo obawiam się nadchodzącego sezonu. Jakie składy uda się skompletować? Jak drużyny poradzą się finansowo? Czy kibic, tak bardzo cenny w UK, nie odwróci się od szarganego problemami sportu? Nie chciałbym za rok ubolewać nad rozwiązaniem rozgrywek na północnym-zachodzie. W końcu tam zawsze można obejrzeć prawdziwy speedway, czystej krwi.

Kategorie i tagi: Historia, Żużel w Europie, ,