Powrót Włókniarza Częstochowa do ligowych zmagań nie był usłany różami. Kreowana na kandydata do awansu drużyna prowadzona przez Michała Finfę otrzymała na starcie rozgrywek kubeł zimnej wody. Zarówno spotkanie w Pile, jak i Gdańsku zakończyło się wysokimi porażkami biało zielonych. Karta miała odwrócić się 24 kwietnia, kiedy to „Lwy” miały po raz pierwszy wystąpić przed własną publicznością.

Czasu na regenerację po meczu w Gdańsku nie było zbyt wiele. Już dwa dni po potyczce na wybrzeżu Eko-Dir Włókniarz przystępował do rywalizacji z KSM’em Krosno. Mimo napiętego grafiku spotkanie z „Wilkami” było idealnym momentem do przełamania złej passy i pokazania się z dobrej strony przed własną publicznością. Publicznością, która ponad rok czekała na ligowe zmagania na stadionie przy ulicy Olsztyńskiej.

W składzie gospodarzy doszło do jednej zmiany w porównaniu ze spotkaniem w Gdańsku. Rafał Trojanowski powrócił do składu w miejsce Jacoba Thorsella, który nie spełnił oczekiwań sztabu szkoleniowego. Kolejną szansę, mimo dwóch słabych występów otrzymał Tomas H. Jonasson. W rezultacie w Częstochowie powrócono do koncepcji „Teraz Polska”. Tym razem w częstochowskim zespole zagrało niemal wszystko. Biało zieloni już w pierwszym biegu objęli prowadzenie, którego nie oddali do samego końca. Przewaga Włókniarza powiększała się z biegu na bieg, dzięki czemu ostatecznie Częstochowianie odnieśli pierwsze zwycięstwo w sezonie 2016 i pierwsze po rocznej banicji. 59:31 na tablicy wyników mówiło samo za siebie. „Lwy” wróciły z dalekiej podróży i udowodniły swoim kibicom, że początkowo problemy są już za nimi. – Drużyna wygrała, a o to nam wszystkim chodziło od bardzo dawna. Wiadomo, że przeciwnik nie najmocniejszy, ale potrzeba nam było dobrych zawodów, żeby się pościgać i pozdobywać punktów. Chcieliśmy, żeby każdy schłodził swoją głowę, nastawienie. Dotychczas gdzie nie jechaliśmy zbieraliśmy łomot, a to nie jest komfortowa sytuacja. Tak po spotkaniu na gorąco ocenił występ drużyny Daniel Jeleniewski.

Dwucyfrowe zdobycze punktowe zapisali przy swoich nazwiskach Artur Czaja, Sebastian Ułamek, Tomas H. Jonasson oraz Hubert Łęgowik, który nie krył po meczu swojej radości z osiągniętego wyniku. – Przed sezonem postawiłem sobie jakieś cele i będę dążył do ich realizacji. Jak na razie wychodzi mi to bardzo dobrze i mam nadzieje, że utrzymam takie tempo do końca sezonu. Trochę poniżej oczekiwań spisali się Rafał Trojanowski (4 punkty i 2 bonusy) oraz Oskar Polis (1 punkt). Fala krytyki spadła przede wszystkim na kapitana biało zielonych, a kibice domagali się wstawienia do składu w jego miejsce Nicolaia Klindta. – Myślę, że powinniśmy się mocno zastanowić nad tym, czy nie skorzystać z niego w najbliższym czasie. Takiej odpowiedzi udzielił Michał Finfa zapytany o Duńczyka podczas pomeczowej konferencji.

Częstochowscy kibice szczęśliwi wychodzili ze stadionu SGP Arena. Ich drużyna wróciła na ligowe tory, a inauguracyjne spotkanie na własnym torze wygrała w cuglach. Wysokie zwycięstwo może dać złudne wrażenie jednostronności spotkania. Było zupełnie inaczej. „Lwy” musiały się napocić by mijać linię mety przed zawodnikami drużyny przyjezdnej. Mirosław Jabłoński, Marcin Rempała, a nawet Siergiej Łogaczow postawili gospodarzom poprzeczkę na wysokim poziomie. Co ważne tor jak za dawnych lat pozwalał na wspaniałe ściganie na jego całej długości i szerokości, dzięki czemu spotkanie obfitowało w efektowne mijanki. O doskonale przygotowanym częstochowskim torze w samych superlatywach wypowiadał się były żużlowiec Włókniarza, a obecnie lider Krośnian – Mirosław Jabłoński, który wraz z Tomasem H. Jonassonem zaprezentował w 15 biegu show na najwyższym światowym poziomie. - Ostatni bieg, kwintesencja speedwaya. Podziękowaliśmy sobie z Tomasem, bo o to w żużlu chodzi, a częstochowski tor kocham, w tym wydaniu. Tak przygotowany tor do walki to jest najlepsze co może być. Tutaj zawody mogłyby być pokazywane w telewizji co niedziela i każdy kto nie lubi żużla, zakochałby się w nim. Taki tor ostatnio pamiętam w… 2011 roku, gdy jechałem baraże ze Startem, taki właśnie dokładnie był ten tor. Potem przez trzy lata moich startów w Częstochowie nie uświadczyliśmy takiego toru, dlatego żal trochę, że te trzy lata tak właśnie przeleciały.

Na mecz szóstej kolejki Nice Polskiej Ligi Żużlowej Częstochowianie udali się do Bydgoszczy, gdzie zmierzyli się z tamtejszą Polonią. Faworytem tego spotkania, po okazałym zwycięstwie nad KSM’em Krosno, byli podopieczni Michała Finfy oraz Józefa Kafla, choć po porażkach w Pile i Gdańsku „Lwy” z pokorą i respektem do rywala podeszli do potyczki z „Gryfami”. Powołanie na to spotkanie dostał wywoływany przez kibiców Nicolai Klindt, który zastąpił słabo spisującego się Rafał Trojanowskiego. Duńczyk zdobył w tym meczu 6 punktów z dwoma bonusami w czterech startach, z czego dwukrotnie przywoził do mety podwójne zwycięstwo wraz z Sebastianem Ułamkiem. Nicolai zebrał po tym spotkaniu pozytywne oceny czym zapewnił sobie miejsce w składzie na kolejne mecze.

Dobrze pojechał jednak cały zespół, który rozpoczął od mocnego uderzenia (2:10), by następnie oddać nieco prym gospodarzom (12:12 po czterech wyścigach). Po siedmiu biegach na tablicy wyników widniał remis, wtedy to szale zwycięstwa na swoją stronę zaczęli przechylać Częstochowianie. Podwójne zwycięstwo wspomnianych już Ułamka i Klindta w wyścigu ósmym oraz 2:4 Jeleniewskiego i Czai w dziewiątym dało biało zielonym sześciopunktowe prowadzenie. Oddech gospodarzy Włókniarz poczuł jeszcze po wyścigu dwunastym, w którym to „Gryfy” wygrały podwójnie i zmniejszyły straty do dwóch oczek. Końcówka należała jednak do zawodników Eko-Dir Włókniarza, którzy wygrali 1:5 gonitwy numer 13 i 14, czym zagwarantowali sobie pierwsze wyjazdowe zwycięstwo w tym roku. Ostatecznie 41:49 i kolejne dwa punkty dopisane do ligowej tabeli. Trudno przyczepić się w tym spotkaniu, do któregokolwiek zawodnika, gdyż wszyscy punktowali bardzo równo. Może trochę słabiej spisali się tego dnia młodzieżowcy, lecz pięć punktów zdobyte w biegu juniorskim to i tak dobry rezultat. Z kronikarskiego obowiązku wspomnę, iż najwięcej oczek dla zwycięskiej drużyny wywalczył Tomas H. Jonasson (11p.)

Kubeł zimnej wody wylany na żużlowców częstochowskiego Włókniarza okazał się idealnym lekarstwem na początkowe problemy. Wysokie zwycięstwo przed własną publicznością oraz wyjazdowy triumf spowodowały, że Częstochowianie odbili się od dna, zaczęli gonić czołówkę oraz wlali w serca kibiców wiarę, iż najlepsze jeszcze przed nimi. Jednak to dopiero kolejne konfrontacje miały pokazać na co stać w tym sezonie częstochowskie „Lwy”.

Kategorie i tagi: Liga polska, , , , , , , , , , , , , , , , , ,