Gdy w 2014 roku Stal Gorzów wywalczyła po 31 latach ósmy tytuł Drużynowych Mistrzostw Polski, niektórzy kibice zadawali sobie pytanie – ile lat będziemy musieli czekać na kolejny taki sukces? Tymczasem minęły dwa lata i zawodnicy z miasta nad Wartą mogą ponownie cieszyć się ze złotych medali i dziewiątej mistrzowskiej korony.

Istotny był też styl w jakim żółto-niebiescy wygrali zmagania w najsilniejszej żużlowej lidze na świecie. Był to styl niepodlegający dyskusji.

Przyczyn tak skutecznej jazdy w 2016 roku należy upatrywać w nieudanym sezonie 2015 kiedy Drużynowy Mistrz Polski nie awansował do fazy play off i szczęśliwie uniknął spotkań barażowych. W klubie wyciągnięto wnioski z nieudanego sezonu i dokonano zmian personalnych. Odeszli Piotr Świderski i Linus Sundstroem, a w ich miejsce zatrudniono Przemysława Pawlickiego i Mikaela Jepsena Jensena. Kolejnym czynnikiem był powrót do wysokiej formy Krzysztofa Kasprzaka. Bardzo ważnym i pozytywnym elementem dla drużyny był najsilniejszy duet juniorów w PGE Ekstralidze Bartosz ZmarzlikAdrian Cyfer. Zatem jak przebiegał miniony sezon w wykonaniu późniejszych zwycięzców?

 Na pierwszy mecz ligowy gorzowianie udali się do Leszna, gdzie na torze Drużynowych Mistrzów Polski z 2015 roku odbyła się w piątek 8 kwietnia inauguracja sezonu ligowego w PGE Ekstralidze. Po bardzo zaciętym spotkaniu goście wygrali 48:42, chociaż po 11 wyścigach przegrywali ośmioma punktami 29:37. Jednak piorunująca końcówka spotkania w wykonaniu przyjezdnych, na którą składały się trzy podwójne zwycięstwa i jedno 4:2 pozwoliły Stali odnieść bardzo cenne zwycięstwo na początku sezonu. Gospodarze borykali się wówczas z problemami związanymi z odpowiednim przygotowaniem toru, ale w niczym to nie umniejszało sukcesu gości. Najskuteczniejszymi zawodnikami żółto-niebieskich byli Bartosz Zmarzlik (14+1) i Krzysztof Kasprzak (11+2).

Tydzień później, również w piątek, gorzowianie mieli podejmować na własnym torze MRGARDEN GKM Grudziądz, ale spotkanie przełożono na niedzielę ze względu na niekorzystne prognozy pogody. Ostatecznie 17 kwietnia udało się rozegrać spotkanie, ale na twardym torze z powodu przewidywanych opadów deszczu. Padało prawie przez całą noc poprzedzającą spotkanie, a opady ustały dopiero między godz. 10 a 11 w niedzielę przed południem. Gospodarze stanęli jednak na wysokości zadania i bardzo dobrze przygotowali nawierzchnię toru na stadionie im. Edwarda Jancarza. Woda została ściągnięta z toru, który następnie ubijano oraz dosypano suchego materiału. Wszystkie te zabiegi spowodowały, że mecz rozpoczął się punktualnie. Okazało się jednak, że tak przygotowana, twarda nawierzchnia sprawiała problemy gospodarzom. Lepiej radzili się goście, którzy wygrywali większość startów. Żółto-niebiescy w pierwszej fazie zawodów nie potrafili znaleźć odpowiednich ustawień w swoich motocyklach. Błądzili tacy zawodnicy jak Michael Jepsen Jensen, Matej Zagar i w pierwszym swoim starcie Niels Kristian Iversen. Problemy gospodarzy sprawiły, że po 9 wyścigach gorzowianie prowadzili różnicą zaledwie sześciu punktów. Dopiero od 10 gonitwy dnia Stal weszła na „właściwe obroty” i uzyskała wysokie prowadzenie ostatecznie pokonując  gości z Grudziądza różnicą 22 punktów 56:34. Najwięcej punktów dla gospodarzy zdobyli Bartosz Zmarzlik (14), Niels Kristian Iversen (11) i Krzysztof Kasprzak (10+4). Kibice z tego spotkania z pewnością zapamiętają wspaniałą i zwycięską walkę Przemysława Pawlickiego z parą gości Lindbaeck – Ljung w gonitwie 5. Bieg ten był nominowany do wyścigu sezonu.

Na kolejny pojedynek ligowy Stalowcy musieli czekać dwa tygodnie, bowiem zaplanowany na 24 kwietnia mecz w Tarnowie został odwołany i przełożony na inny termin ze względu na złe prognozy pogody. 1 maja Stal Gorzów udała się na mecz do Poznania, gdzie swoje pojedynki ligowe w 2016 roku rozgrywała ekipa Betardu Sparty Wrocław. Po zaciętym spotkaniu zanotowano wynik remisowy 45:45, ale mecz miał dwie odsłony. W pierwszej części potyczki lepiej na torze radzili sobie goście, którzy po ósmym biegu prowadzili 29:19. Z kolei w drugiej części pojedynku gospodarze zaczęli odrabiać straty i po czternastu odsłonach Stal prowadziła już tylko 44:40. Ostatni wyścig zakończył się podwójnym zwycięstwem zawodników Betardu Sparty, a cały mecz podziałem punktów. Co dziwne, po spotkaniu bardziej zadowoleni byli goście ze zdobycia jednego punktu na wyjeździe niż wrocławianie, którzy „rzutem na taśmę” uniknęli porażki. W drużynie Stali liderem był zdobywca 12 punktów i 1 bonusa Bartosz Zmarzlik, a trzech zawodników zdobyło po 8 „oczek” (Przemysław Pawlicki, Niels Kristian Iversen i Matej Zagar).

Tydzień później na stadionie im. Edwarda Jancarza miał zostać rozegrany „hit” PGE Ekstraligi. Jednak 8 maja pojedynek gorzowian z Get Well Toruń był spotkaniem „na szczycie” tylko z nazwy. Większość sympatyków sportu żużlowego typowała przed meczem zwycięstwo gospodarzy, ale chyba nikt się nie spodziewał tak spektakularnego sukcesu żółto-niebieskich. „Anioły” znalazły się pod Stalowym walcem. Wynik 62:28 dla gorzowian mówi sam za siebie. O wysokim zwycięstwie gospodarzy przesądził początek zawodów, ponieważ po pięciu wyścigach miejscowi prowadzili już 24:6 i następnie kontrolowali przebieg wydarzeń na torze. Żółto-niebiescy byli prawdziwym monolitem z pięcioma pewnymi „ogniwami”. Komplety punktów wywalczyli Bartosz Zmarzlik i Krzysztof Kasprzak z tym, że były uczestnik cyklu Grand Prix z czterema bonusami. Pierwszy raz w sezonie z bardzo dobrej strony pokazał się Matej Zagar, który zapisał na swoim koncie 14 punktów. Po spotkaniu kibice zadawali sobie pytanie: czy Gorzów jest tak mocny, czy też Toruń tak słaby? Jak pokazała historia oba zespoły spotkały się w finale PGE Ekstraligi. Po majowym pojedynku zdenerwowany właściciel Get Well Toruń Przemysław Termiński zapowiadał radykalne zmiany w klubie: Zawodnicy sprawili mi zawód więc kolejne mecze będą oglądali zza krat. Jest prawie trzydziestu zawodników z warszawskimi kontraktami więc na pewno znajdę takich, którzy zastąpią tych, co nie jadą tak jak tego od nich oczekiwałem.”

Dwa tygodnie później Stal Gorzów wybrała się do sąsiada zza miedzy na derby Ziemi Lubuskiej. W południowej części województwa obie ekipy stworzyły bardzo interesujące widowisko, a zwycięsko z tej konfrontacji wyszli gorzowianie, którzy pokonali Falubaz 46:44. Tym samym odnieśli pierwsze ligowe zwycięstwo w Zielonej Górze od 15 lat. Niestety reżyserem poczynań zawodników był niebezpieczny tor, zwłaszcza na wyjściu z pierwszego łuku, gdzie żużlowców „podnosiło do góry.” Najdobitniej przekonał się o tym reprezentujący gospodarzy Jason Doyle, który po groźnym upadku w 12 wyścigu nie dokończył zawodów i został odwieziony do szpitala. Gorzowianie mieli w tym pojedynku czterech liderów, którzy wywalczyli odpowiednio: Bartosz Zmarzlik (10+1 pkt.), Niels Kristian Iversen (9+1 pkt.), Krzysztof Kasprzak (9 pkt.) i Matej Zagar (8+3 pkt.).

Niestety, kolejka spotkań PGE Ekstraligi rozegrana 22 maja 2016 roku okazała się tragiczna w skutkach i zapisała się czarnymi literami w historii sportu żużlowego w Polsce, bowiem na torze w Rybniku makabrycznemu wypadkowi uległ junior Unii Tarnów Krystian Rempała. Po tym fatalnym wydarzeniu następna runda zmagań została odwołana i przeniesiona na późniejszy termin.

 

                                                                                                          c.d.n.

Kategorie i tagi: Historia, Kibice, Liga polska, , , , , ,