Żużlem zacząłem się interesować w 2000 roku i trzeba przyznać, że była to miłość od pierwszego wejrzenia. Już w kolejnym roku wybłagałem na tacie możliwość zobaczenia na żywo meczu ligowego i tak od 16 lat rokrocznie śledzę wszystkie wyniki, a także oglądam zawody na stadionach i przed ekranem telewizora. Wydaje mi się, że niewiele w tym sporcie jest mnie w stanie zaskoczyć… I tak jest, dopóki na tor nie wyjeżdża Rafał Szombierski.

 

Przed czwartkowym zaległym spotkaniem w ramach 9 kolejki Speedway Ekstraligi, zespół ROW-u Rybnik znalazł się w fatalnym położeniu. Rybnicka ekipa zajmowała przedostatnie miejsce w tabeli, a w perspektywie miała mecz z wrocławską Spartą, rozpędzoną po wysokim zwycięstwie z Mistrzem Polski. Dodatkowo, rybniczanie musieli podejść do spotkania osłabieni brakiem Andreasa Jonssona, który nie doszedł do siebie po upadku na torze w Gorzowie, gdzie solidnie uderzył głową o tor. Prezes Krzysztof Mrozek uznał, że nie ma sensu narażać zdrowia sympatycznego Szweda, a także jego kolegów z toru i popularny „AJ” zostanie w domu. Warto docenić taką postawę sternika „Rekinów”, mając w pamięci tegoroczne „popisy” Petera Kildemanda jadącego z niezaleczoną kontuzją. Miejsce Andreasa Jonssona w składzie ROW-u w tym spotkaniu miał zająć Rafał Szombierski, dla którego był to pierwszy start w tym sezonie. Warto zauważyć, że ostatni raz w spotkaniu ligowym mogliśmy Rafała oglądać 17 maja 2015 roku w Ostrowie Wielkopolskim, gdzie w dwóch startach przywiózł jeden punkt. Sam Rafał przygotowywał się razem z zespołem do sezonu, jednak po nieudanych sparingach w jego wykonaniu, musiał zająć się pracą fizyczną, aby zarobić na swoje utrzymanie. Czy zawodnik, który od czternastu miesięcy nie brał udziału w meczu ligowym, a jedynie zaliczył kilka treningów, może skutecznie rywalizować na poziomie ekstraligowym z zespołem wicemistrza Polski?

 

Odpowiedzią na to pytanie jest bezapelacyjne, niepodważalne i kategoryczne nie… no chyba, że nazywasz się Rafał Szombierski. Z powodu słabszej dyspozycji Rune Holty i Damiana Balińskiego, popularny „Szumina” już przed odwołanym meczem z Falubazem Zielona Góra został zaproszony na trening. Pierwsze jazdy Szombierskiego po dłuższej przerwie były nad wyraz udane, bowiem idol rybnickich kibiców często pokazywał swoją wyższość nad miejscowymi zawodnikami. Zastanawiałem się wtedy, jak musi czuć się przykładowo Damian Baliński, który solidnie przygotowuje się do sezonu, cały czas jeździ, trenuje, po czym przyjeżdża Rafał Szombierski i bez żadnego przygotowania wygrywa z nim na treningu. Moje wątpliwości zostały rozwiane już w pierwszym wyścigu rybnicko-wrocławskiego pojedynku. Jak bowiem musi czuć się Mistrz Świata, legitymujący się drugą średnią w Speedway Ekstralidze, jeżeli przegrywa z zawodnikiem, który jeszcze kilka dni temu zajmował się ścinaniem drzew? I to jeszcze w jakim stylu! Szombierski jadąc około 30 metrów przed Woffindenem już od trzeciego okrążenia pozwalał sobie na zabawianie rybnickiej publiczności, machając do nich lewą ręką, a także pokazując gest „ok” z wysoko wyciągniętym kciukiem. W kolejnych wyścigach „Szumina” jeszcze dwukrotnie pokonywał linię mety na pierwszym miejscu, co dało mu w sumie 9 punktów. W całym spotkaniu ROW Rybnik po fantastycznym spotkaniu pokonał Spartę Wrocław w stosunku 52:38, co pozwoliło gospodarzom zainkasować również punkt bonusowy w dwumeczu. Trzy punkty, zdobyte przez rybniczan pozwoliło im przesunąć się z przedostatniego miejsca, a także zbudować czteropunktową przewagę nad Unią Tarnów, która zamyka tabelę Ekstraligi. Niewątpliwie ogromną cegiełkę dołożył do tego Rafał Szombierski, którego nazwisko jeszcze długo po zakończeniu spotkania było skandowane przez kibiców miejscowego zespołu.

 

Na dzień dzisiejszy nikt nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie czy ROW Rybnik utrzyma się w Ekstralidze, czy Rafał Szombierski w kolejnych spotkaniach zaprezentuje podobną dyspozycję, a także czy po raz kolejny wracając z niebytu uratuje zespół przed spadkiem. Wiem natomiast, że warto było w miniony czwartek wybrać się na stadion, żeby zobaczyć jak mój zapomniany przez wielu idol z dzieciństwa pokazuje miejsce w szeregu Mistrzowi Świata i macha do rybnickiej publiczności w trakcie wyścigu. Takiej osobistości w dzisiejszym żużlu mi brakowało. Warto przypomnieć, że Rafał Szombierski już raz wrócił do ligowego żużla po dłuższej przerwie. Było to w 2010 roku, kiedy w pierwszym swoim spotkaniu w barwach częstochowskiego Włókniarza osiągnął identyczny rezultat jak w czwartek (9 punktów – trzykrotnie mijając linię mety na pierwszej pozycji i dwukrotnie na ostatniej) w spotkaniu przeciwko… Sparcie Wrocław. Czyżby historia po raz kolejny zatoczyła koło?

Kategorie i tagi: Liga polska, , , , , , , , , , , , ,