W ostatnich dniach ukazała się rozmowa z Andrzejem Witkowskim, prezesem Polskiego Związku Motorowego, z której jasno wynika, że niemożliwe są starty Lokomotivu Daugavpils w Speedway Ekstralidze. Jednoznaczne stanowisko prezesa wzbudziło duże kontrowersje i po raz kolejny rozpoczęło lawinę dywagacji o możliwości wzięcia udziału w walce o Drużynowe Mistrzostwo Polski przez łotewski klub.

Jednym z pierwszych argumentów, jakie przytoczył prezes Andrzej Witkowski, jest stwierdzenie, iż Lokomotiv Daugavpils nie jest polską drużyną. Wszakże rozgrywki Speedway Ekstraligi rozgrywane są o Drużynowe Mistrzostwo Polski, a nie o Międzynarodowe Drużynowe Mistrzostwo Polski. Sternik Polskiego Związku Motorowego dodał, że z zasad na jakich Łotysze startują w polskiej lidze od początku do końca jasno wynika, że I liga to maksimum, jakie mogą osiągnąć. Jako przykład podał także sytuację z ligi piłkarskiej, w której rywalizacji o Mistrzostwo Polski odmówiono ekipie Żalgirisu Wilno.

 Nie sposób się zgodzić z takim podejściem pana Witkowskiego, bowiem w momencie przystąpienia do rozgrywek drugoligowych, Lokomotiv Daugavpils stał się drużyną walczącą o Drużynowe Mistrzostwo Polski. Tak samo, jak na boiskach piłkarskich, o Mistrza Polski walczy każdy zespół od Ekstraklasy po Klasę B, tak samo od 2004 roku mamy do czynienia z rozgrywkami o Międzynarodowe Drużynowe Mistrzostwo Polski. Wszakże Żalgirisowi Wilno odmówiono gry na wszystkich szczeblach rozgrywek polskiej ligi, a nie tylko w Ekstraklasie, jak mamy do czynienia w przypadku ekipy z Daugavpils. Poza tym, mam nieodparte wrażenie, że prawa, na jakich Lokomotiv przystąpił do rozgrywek nie były tak jasne i klarowne „od początku do końca”, jak twierdzi prezes Witkowski. Podejrzewam, że nikt pisemnie nie ustalił z Łotyszami warunków na jakich mają startować w naszej lidze żużlowej, a już na pewno kwestii awansu do wyższej ligi.

 W dalszej części swojej wypowiedzi, pan Andrzej Witkowski, posunął się jeszcze dalej stwierdzając, że Polski Związek Motorowy wspiera Łotyszy, tak jak wspierał wcześniej rozwój żużla w innych krajach, które mają słabe zaplecze i mało drużyn. Wcześniejsze starty w naszej lidze zespołów z Węgier, Czech i Ukrainy był pięknym gestem dla krajów, które mają problem ze swoimi ligami.

 Nie ukrywam, że po przeczytaniu powyższych bzdur nie sposób zacząć się zastanawiać, jakie są powody, dla których prezes Andrzej Witkowski wygaduje takie rzeczy. Po dłuższych rozważaniach, doszedłem do wniosku, że istnieją trzy możliwe warianty wypowiadanych przez prezesa słów:

1) Andrzej Witkowski najzwyczajniej zapomniał, że to zagraniczne zespoły uratowały trzyligowy system rozgrywek w Polsce, a nie odwrotnie. Bardzo możliwe, że prezes Polskiego Związku Motorowego nie pamięta sytuacji z 2004 roku, gdy zezwolono na starty w polskiej lidze zespołowi SKA Speedway Lwów, który został pierwszym zagraniczną drużyną w walce o Mistrzostwo Polski. Warto przypomnieć zapominalskiemu prezesowi, że o starty ukraińskiej drużyny w polskiej lidze zabiegał sam Polski Związek Motorowy, chcąc w ten sposób uratować kadłubową II ligę. Tak więc zamiast nazywać tę sytuację „pięknym gestem dla krajów mających problem z rodzimymi ligami”, może lepiej spojrzeć prawdzie w oczy i przyznać, że udział zagranicznych zespołów w polskiej lidze uratował drugoligowe rozgrywki, a może i żużel w kilku ośrodkach. Czyli de facto wykonał pracę, którą powinien wykonać Polski Związek Motorowy.

2) Andzej Witkowski wie, że postępuje nie fair wobec Łotyszy odmawiając im prawa do startu w Ekstralidze, lecz generalnie ma niewiele w tej kwestii do powiedzenia, gdyż wszystkie ważne decyzje i tak podejmują Ekstraliga i sponsorzy. Ten wariant jest najbardziej prawdopodobny, bowiem wystarczy sobie przypomnieć jak „zdecydowany” i „nieustępliwy” był Andrzej Witkowski w trakcie rozmów z FIM, gdy wprowadzano nowe tłumiki.

3) Andrzej Witkowski naprawdę wierzy w to co mówi i myśli, że od dwunastu lat ratuje ligowy żużel w Polskę i czterech innych krajach… Wariant najmniej prawdopodobny. Jeśli tak jest, to wyjaśnia dlaczego polski żużel czasami wygląda tak, a nie inaczej.

 Na sam koniec, warto dodać, że w lutym doszło do spotkania Andzeja Witkowskiego z prezesem Lokomotivu Daugavpils, Władimirem Rybnikowem, po którym ten drugi stwierdził, że „wrażenie jest takie, że prezes Polskiego Związku Motorowego nie wyklucza udziału naszej drużyny w Ekstralidze”. Najwyraźniej prezes Rybnikow nie podziela zdania prezesa w kwestii tego, że reguły startów jego zespołu w naszej lidze były jasne od początku do końca. Ale przecież w lutym nie można było wprost powiedzieć, że Lokomotiv nie awansuje, bo kto zagwarantowałby, że w takiej sytuacji prezes Rybnikow nie podziękuje Polakom za współpracę. Przecież przy olbrzymich problemach klubów z Ostrowa, Lublina i Gniezna, Polski Związek Motorowy nie mógł sobie pozwolić na stratę tak dobrze zorganizowanego i wypłacalnego ośrodka, prawda panie prezesie?

Kategorie i tagi: Liga polska, Żużel w Europie, , , ,