Do zamknięcia okienka transferowego zostało nieco ponad 24 godziny. Swoje składy skompletowały już prawie wszystkie zespoły w lidze, a jednym z nich jest Polonia Piła. Jeszcze przed najbardziej gorącym okresem w sezonie ogórkowym można było usłyszeć głośne zapowiedzi walki o play-off, dalszego progresu itp. Wydaje mi się, że włodarze klubu znad Gwdy zapomnieli jednak o wyższym poziomie ligi niż miało to miejsce w niedawno zakończonym sezonie.

Sam okres transferowy w wykonaniu żółto-czerwono-zielonych zły nie był i nikt tego nie może podważyć. Pilanie doskonale zdają sobie sprawę z możliwości finansowych i nie obiecują gruszek na wierzbie. Problemem jest system rozgrywek, wracający do starego układu trzech lig. W związku z tym, wielu słabszych zawodników, podbijających średnie „ligowych wyrobników” znajdzie zatrudnienie niżej, a na zapleczu Ekstraligi zostaną tylko solidni, dobrzy i bardzo dobrzy.

Celem na pierwsze 2 tygodnie listopada było zatrzymanie trzonu zespołu. Ostatecznie, w ciągu 13 dni, udało się ten cel osiągnąć. Barwy Polonii ponownie założą na siebie Michał Szczepaniak, Norbert Kościuch, Wadim Tarasienko i Brady Kurtz. Dość niespodziewanie (liczyłem na drugoligowy kontrakt) w Pile został też Arkadiusz Pawlak, który jednak nie powinien mieć większych szans na zaistnienie w zespole Tomasza Żentkowskiego. Drugim celem było wzmocnienie składu co najmniej jednym zawodnikiem z zewnątrz gwarantującym punkty. Niestety, lidera na 12+ w każdym spotkaniu nie udało się ściągnąć. W zamian za to do Piły przyszli Adrian Cyfer i wychowanek klubu z grodu Staszica, Tomasz Gapiński.

W pierwszym momencie można powiedzieć, że skład wygląda naprawdę nieźle. Porównując go z ubiegłym sezonem rzeczywiście tak jest. Mimo to, w ocenie szans Polonistów jestem bardzo, ale to bardzo ostrożny. Jak już wspomniałem wyżej, poziom Nice PLŻ ponownie pójdzie w górę. Tym samym ściganie na poziomie będzie wymagać od zawodników jeszcze większego zaangażowania.

Kibice z Piły nie muszą się martwić o formę Norberta Kościucha. On, jako jedyny w całym zestawieniu, od dobrych kilku lat nie schodzi z pewnego poziomu, który daję mu pozycję jednego z mocniejszych Polaków na zapleczu najlepszej ligi świata. Jeśli chodzi o pozostałych, naprawdę może być różnie. Wydaje się, że jednym z liderów może być Cyfer. Wychowanek Stali Gorzów wielokrotnie pokazywał, że umie się ścigać (w tym także w Szwecji), a pilski tor naprawdę mu pasuje. Wiele oczekiwać się będzie także od Michała Szczepaniaka, który ubiegły sezon miał co najmniej bardzo dobry. Mimo to obawiam się, że drugi taki sezon może mu nie wyjść. Zupełną niewiadomą wydaje się być osoba Tomasza Gapińskiego. Popularny Gapa w łódzkim Orle przeplatał świetne mecze z fatalnymi. Niewykluczone jednak, że w domu uspokoi swoją sytuację i znów będzie podbijał serca kibiców. Na koniec… wisienka! Dla kogo miejsce nr 5? Kandydatów jest dwóch. Po średniej wydaje się, że powinien to być Wadim Tarasienko. Jak na moje, lepszym kandydatem jest Brady Kurtz. Powód? Młody Australijczyk jest świetny technicznie, ma wsparcie legend speedwaya na Antypodach, a także zapowiada, że przyszły sezon ma być już w jego wykonaniu bardzo mocny. Jeśli natomiast chodzi o Wadima… Mimo szczerej sympatii do niego jako człowieka, jako zawodnik w ogóle do mnie nie przemawia. Zgoda, zdarzały mu się dobre mecze, ale posiada on dwie niezwykle specyficzne rzeczy. Po pierwsze, mimo swoich rosyjskich korzeni, nie umie wyprzedzać na dystansie. Po drugie, jeśli już przegra start, jest znakomity w przeszkadzaniu swojemu parowemu koledze. Wiadomo, nie robi tego celowo, ale wychodzi mu to naprawdę świetnie.

Jeśli chodzi o formację juniorską, rakiet nie należy się spodziewać. W klubie mają zostać Kacper Grzegorczyk i Paweł Staniszewski, a dodatkowym zastrzykiem ma być jeden z młodziutkich gorzowian.

Jedno jest pewne – okres transferowy rozgrzał nas do czerwoności. Szkoda, że do sezonu tak daleko…

Kategorie i tagi: Liga polska,